Wpisy w kategorii: 'Sztuka'

Minimum

Minimum

Spektakl „Minimum” powstał w ramach cyklu zainicjowanego przez Teatr Powszechny im. Zygmunta Hubnera w Warszawie – Praga. Między utopią a rozczarowaniem. Młodzi twórcy Michał Sawiński oraz Tomasz Szeląg na kilka tygodni otrzymali część teatru dla dość nietypowego projektu… Miałem przyjemność grać w tym eksperymentalnym spektaklu wraz Elizą Borowską. Poniżej w imieniu naszego małego zespołu dramaturg opisuje strukturę całego przedsięwzięcia.

Punktem wyjścia było dla nas zbadanie najmniejszej części miasta, czyli pojedynczego mieszkania. Nazwa „minimum” pojawiła się zanim jeszcze wiedzieliśmy czym dokładnie ono jest, wiedzieliśmy tylko , że w ten sposób próbujemy nazwać relację łączącą człowieka z przedmiotami, którymi się otacza i przestrzenią, którą sobie wytwarza.

Ważnym elementem spektaklu jest projekcja reportażu-sprawozdania z eksperymentu zainicjowanego na mieszkaniu ochotniczki z Pragi. Eksperyment był prowadzony przez aktorów z Teatru Powszechnego, Tomasza Chrapustę i Elizę Borowską, my zajęliśmy się rejestracją. Istotą tego wydarzenia była próba stworzenia modelu minimalnego poprzez maksymalne zmniejszenie ilości przedmiotów w mieszkaniu. Badacze-etnolodzy, bo taką rolę przyjęli aktorzy, musieli prowadzić ochotniczkę przez wybór rzeczy, które mają w mieszkaniu pozostać. Dodam tylko, że to „opustoszenie mieszkania” miało trwać tylko siedem dni. Na tym etapie Badacze musieli zastanawiać się które przedmioty są dla ochotniczki niezbędne i dlaczego takie są. Ostatecznie model minimalny udało się osiągnąć, ale dopiero w czwartym dniu, po kilku dodatkowych próbach redukcji, i wynosił aż kilkadziesiąt przedmiotów!

Eksperyment dał nam i aktorom materiał i refleksje które chcemy przekazać na scenie. Okazało się, że cały proces który rozpoczęliśmy stał się badaniem innego zmysłu człowieka, tego najbardziej przeźroczystego i najbardziej niezauważalnego – zmysłu wytwarzania swojej przestrzeni. Sama nazwa zmysł może tutaj być nadużyta, ponieważ zmysł to zdolność do odbierania bodźców zewnętrznych, a np. odbieranie zmysłowe przedmiotów można sprowadzić do tych najbardziej podstawowych – wzroku, słuchu, węchu, smaku, zmysłów somatycznych (dotyku, odczuwania temperatury, odczuwania bólu), zmysłu równowagi. Ale wtedy doszliśmy do wniosku, że zbiór który ten zmysł wykorzystuje do „wytwarzania przestrzeni”  jest szerszy niż tylko przedmioty które są wokół. Bo czym jest rodzaj materiału, do którego człowiek się przywiązuje, kolor który uwielbia, smak codziennej kawy na którą czeka, odgłos kroków drugiej osoby która porusza się po mieszkaniu, rzeczy które gromadzi – jeżeli spojrzymy na to wszystko jak na sumę?

Podczas 5. Forum Młodej Reżyserii w Krakowie spektakl został wyróżniony. Jeśli chcecie zobaczyć jak to wyszło na scenie to zerkajcie na repertuar w Teatrze Powszechnym!

Ja SZCZUREM w Teatrze Powszechnym | reż. Maja Kleczewska

Ja SZCZUREM w Teatrze Powszechnym | reż. Maja Kleczewska

Po mojej dziejowej nieobecności zaczynam powoli blogować. Chciałbym zacząć tematem, który mnie wyłączył na te kilka miesięcy. Maja Kleczewska zaprosiła mnie do Teatru Powszechnego w Warszawie abym zagrał jedną z postaci w sztuce „Szczury” według Gerharta Hauptmanna. Maja jest reżyserem, który nie uznaje kompromisów, więc uznałem, że w trakcie trwania prób nie podejmę się kolejnej rzeczy, która będzie wymagać mojego zaangażowania. I tak w tym czasie łączyłem pisanie pracy MGR i montaż mojego najnowszego filmu, którego teaser ukaże się już niebawem! SZCZURY jednak były moim priorytetem. Nikt nie mówił, że będzie łatwo, cytując Dyrektora TP Pawła Łysaka: „Pamiętaj, będą łzy i krew i przygotuj się na to.” – i tak też było.

Czas prób i premiery krakowskiej na Festiwalu Boska Komedia był dla mnie okresem bardzo twórczym i ważnym. Poznałem niesamowitych aktorów i ludzi sztuki, którzy wpłynęli na mnie: Maja Kleczewska (to oczywiste), Łukasz Chotkowski, Wojtek Puś, Konrad Parol, Mateusz Łasowski, Michał Jarmicki, Karolina Adamczyk, Michał Czachor, Eliza Borowska, Magda Hueckel i Mike Urbaniak! Ten czas był dla mnie krokiem w przód. Czuję się nieco dojrzalszy, ale tylko trochę.

10 stycznia odbyła się premiera warszawska.  Do 15 stycznia gramy „Szczury” w Warszawie, następny set w lutym. Jeśli jesteście z Warszawy i macie możliwość wyjścia na spektakl, to serdecznie zapraszam. Odsyłam do strony teatru: Teatr Powszechny


Reklama:
Szczury według POLITYKI były jednym z najważniejszych spektakli 2014 roku.

Recenzje SZCZURÓW:
# Michał Centkowski OCZY SZEROKO ZAMKNIĘTE
Paweł Soszyński CHŁOPIEC DO BICIA I BICIE PIANY


Opis spektaklu:

„A kiedy Abraham dowiaduje się od anioła, że nie jest tu po to, by złożyć w ofierze Izaaka, ten pyta: Jak to? W takim razie przyszedłem nadaremnie? Mimo wszystko przynajmniej go skaleczę, aby upuścić trochę krwi. Czy sprawi ci to przyjemność?

 Szczurach, jak w innych dramatach, noblista Gerhart Hauptmann pokazuje świat w stanie rozkładu zasad i wartości. Przyglądając się społecznej nędzy życia zawsze powtarzał, że chce nieść rebelię, która rozwścieczy publiczność i polityków. Zmuszał i zmusza, by widz kierował wzrok na rzeczy, których nie chce oglądać.

 Maja Kleczewska przenosi akcję dramatu do współczesnej Warszawy, wraz z dramaturgiem, Łukaszem Chotkowskim, rozgrywa kolejne sekwencje dramatu w kręgach warszawskich elit, które uzurpują sobie prawo do strofowania i wychowywania społeczeństwa. W przedstawieniu świadomie zostali obsadzeni aktorzy, którzy na co dzień goszczą na srebrnych ekranach w większości polskich domów.

 Podobnie jak u niemieckiego dramatopisarza, tak i tutaj dopuszczeni do głosu zostają również ludzie spychani na margines. W przedstawionym na scenie świecie nie da się łatwo oddzielić dobra od zła, a funkcjonujące w nim postacie uwikłane są w skomplikowane środowiskowe zależności. Niepohamowane i sztuczne pragnienia, które napędzają bohaterów Szczurów, wiodą ich wprost do autodestrukcji. Ceną, którą będą musieli zapłacić, jest drugi człowiek i własne człowieczeństwo. Jeśli bowiem można pragnąć wszystkiego, jeśli wszystko można kupić, to wszystko też może być na sprzedaż. Człowiek przede wszystkim.

Spektakl w Teatrze Powszechnym to drugie, po prapremierze w 1911 roku, wystawienie Szczurów w Polsce.”

Fotografie: Magda Hueckel

Brody – projekt zdjęciowy Anny Ciupryk i Tomasza Karcza

Brody –  projekt zdjęciowy Anny Ciupryk i Tomasza Karcza

Pierwszy raz na PiXblogu przedstawiam projekt – mam nadzieję, że takich sytuacji, w których w ogóle nie maczałem palców, będzie więcej (patrz „Idea PiXblogu”). Mam przyjemność opublikować zdjęciowy projekt Brody. Happening fotografki Anny Ciupryk i projektanta mody Tomasza Karcza pokazał, że możemy i powinniśmy patrzeć na rzeczywistość przez różowe okulary, szczególnie wtedy, gdy krakowski smog wpędza nas w depresję. Odrzućmy szarość! Kolor energetyzuje! Sprawmy sobie kolorowe G-Shocki, adidasy i zmieńmy ubrania. Bierzmy przykład z chłopaków z brodami – może ktoś także zafarbuje brodę? Wyjdźmy tak na ulice, aby nasz świat stał się jeszcze barwniejszy!

Projekt Brody:
„Kolor – bez niego świat by nie istniał. Kolor rysuje kontury, wypełnia charakter, odróżnia od szarości codziennego tła i sprawia, że odnajdujemy to, co zawarte zostało między słowami. Odnajdujemy siebie.

Zaczęło się od prostego pomysłu – zebrać kilku znajomych, niekoniecznie znających się nawzajem, na wspólną sesję fotograficzną połączoną z farbowaniem brody. Pojawili się z różnych, niekoniecznie orbitujących wokół tego samego słońca, planet. Niedoszły hipis, emeryt fotograf natury, łowca niestworzonych rzeczy, miłośnik starych samochodów, entuzjasta kotów i czeskich filmów oraz włóczykij, który od dwóch lat podąża dokądś w nieustannej podróży. Krakowski plener stał się dla nich polem eksperymentu, zabawy, metafizycznej podróży. Niczym bohaterowie „Pikniku pod Wiszącą Skałą” przenieśli się w inny wymiar rzeczywistości, by doświadczyć niezwykłego spotkania – z samymi sobą, naturą, modą. Pozwolili sobie pofarbować brody, które stały się czymś więcej niż tylko stylizacyjnym eksperymentem – okazały się bowiem znakiem ucieczki od opresyjnej cywilizacji, archetypicznym poszukiwaniem utraconej wolności, a zarazem anarchistycznym, kontrkulturowym buntem wobec ustalonych zasad. Happening pokazał, że sensem fotografii jest to, co najbardziej pierwotne – spotkanie ludzi. Wspólna energia, która pojawiła się na krakowskiej łące, została uchwycona w kadrach Anny Ciupryk, a następnie poddana wizualnemu tuningowi przez kolorystę Przemka Osipiaka, który sprawił, że fotografie przypominają malarstwo z czasów mocnej fascynacji impresjonizmem. Czasów, gdy człowiek szukał wolności w spotkaniu z naturą. Czasów, które pokazały, że świat nie jest szary. Świat to kolor”. Rafał Stanowski

Chłopcy sami o sobie… czyli modele/niemodele i dziewczyna:

Janusz Stanuch:
Młody przedsiębiorca. Planował zostać modelką, ale okazało się, że informatyka wciągnęła go bardziej. Miłośnik kotów i czeskich filmów (na ekranie i w życiu). Nie potrafi, ale lubi gotować. Czerwony wcale nie jest jego ulubionym kolorem…

Matik Automatyk:
Od dwóch lat w podróży – sam nie wie za czym. Czasem jako DJ odwiedza południe, z miłości jeździ na zachód, a jako filmowiec wizytuje resztę kraju. Sympatyk czworonogów, techno i zarostu. Obecnie… zapewne siedzi w pociągu.

Maks Bernatowicz:
Zawód syn łamane przez student. Ciągle zalatany, wszędzie spóźniony, żyje z dnia na dzień, myśląc, jak przetrwać na AGH. W wolnym czasie naparza na basie i udziela się wokalnie w zespole rockowym. Lubi jeździć na rowerze!

Maciej Rumian:
Chciałby być hipisem, ale mu nie wychodzi, więc podgląda bobry i liczy na to, że starzy ludzie będą się kiedyś uśmiechać.

Jacek Graff:
Z wykształcenia biolog, pracował jako nauczyciel, obecnie na emeryturze. Lubi fotografować (przede wszystkim rośliny, bo są cierpliwe w pozowaniu), zwiedzać wystawy i od czasu do czasu nowe miejsca. Od pewnego czasu lubi muzykę źródeł.

Andrzej Popiel:
Niektórzy uparcie twierdzą, że kocha piwo, niestety do tej pory się do tego nie ustosunkował. Ma sokoli wzrok i wyławia niestworzone rzeczy. Zawsze mierzy szybko i daleko. Dziadek Kapitan nauczył go rozmawiać z bitem, matka rzuciła go na deski, a ojciec nadepnął na ucho. Najbardziej lubi swój scyzoryk i pączki z reklamy Orbit.

Łukasz Kutyba:
Krakowianin, właściciel firmy budowlanej. Zapalony fan motoryzacji i miłośnik starych samochodów. Pasjonuje się również fotografią. W wolnych chwilach relaksuje się, wędrując z aparatem. Uwielbia aktywny wypoczynek, snowboard, rower i piesze wędrówki.

Marek Stokłosa:
Jego profesją jest odnajdywanie zagubionych ścieżek, pasją przemierzanie ich, a hobby odpoczywanie po ich przejściu.

Mariusz Pasieczny:
Z zawodu jest kontrolerem biletów w MPK w Krakowie. Interesuje się ekonomią i polityką. Lubi sport.

Tomasz Walkowiak:
Większość osób średnio w trzecim zdaniu podczas rozmowy z nim pyta, czy coś brał. Niestety tak już ma, że sam nie do końca wie, kiedy jest poważny i czy w ogóle bywa. Jest Wielkopolaninem, który pięć lat temu uzależnił się od krakowskiego smogu i pozostał pod Wawelem na stałe. Jego codzienność to praca w gastronomii rozrywkowej, która dzięki stałemu kontaktowi z muzyką i sztuką pozwala mu czerpać energię do życia na wysokich obrotach.

Tomasz Karcz:
Niepoprawny optymista, dla którego doba jest o wiele za krótka. Zakochany po uszy w modzie, rewelacyjny w fachu fryzjerskim. Człowiek pełny kontrastów. Jako jedyny po alkoholu traci kalorie, a nie przybiera na wadze. Lubi zabawę do białego rana, najlepiej przy dobrych elektronicznych dźwiękach, oraz towarzystwo kreatywnych ludzi.

Anna Ciupryk:
Uzależniona od pomidorów. W wolnym czasie robi zdjęcia i prowadzi agencję modelek FASHION COLOR. W momencie pisania tego tekstu nie miała flow. I  nic nie szkodzi, bo na życie ma go w nadmiarze! (przyp. PiX)

Sylwetka dnia: Ewelina Konior Słowińska | Galeria zdjęć: „Murzyni” – reż. P. Świątek

Sylwetka dnia: Ewelina Konior Słowińska | Galeria zdjęć: „Murzyni” – reż. P. Świątek

Pisałem ostatnio na fanpage’u PiXblogu, że byłem wyłączony ze świata żywych. Przez ponad trzy tygodnie byłem pogrążony w świecie sztuki i wyłączony z normalnego egzystowania. Teraz skończyła się zabawa w aktora i ponownie stałem się typowym mieszkańcem Dębników. Zakończyłem pracę nad spektaklem „Murzyni” w reżyserii Pawła Świątka, po premierze i zagraniu trzech spektakli wracam więc do blogowania, planowania, odpoczywania i działania w innych sferach. Dzisiaj zaczynam od blogowania i wracam do korzeni idei PiXblogu.

Sylwetka dnia: Ewelina Konior Słowińska

Ewelinę poznałem kilka lat temu, dwa albo trzy – sam nie wiem. Spotkaliśmy się wtedy pewnie po to, żeby porobić zdjęcia lub uszyć ciucha – możliwe, że jedno i drugie. Oczywiście ja nie potrafię szyć ani też nie zajmuję się robieniem zdjęć, za to Ewelina łączy te dwie profesje. Do niedawna pracowała jako fotograf w Muzeum Narodowym w Krakowie, ale to rzuciła, ponieważ – jak sama stwierdziła – już jej się przelało. Teraz skupia się na robieniu zdjęć aktorom – wcześniej też fociła, ale teraz, odnoszę takie wrażenie, ma więcej pracy. Oprócz zdjęć Ewelina szyje ubrania… jak na razie tylko dla znajomych, ale mam nadzieję, że wkrótce się to zmieni. Są to megaciekawe kroje i projekty. Sam mam w szafie kilka uszytych przez nią ubrań – zielone spodnie z wełny w kroju dresów z szarymi łatami, kwiecistą, bardzo delikatną bluzkę z kominem, przerobioną jeansową koszulę z gwiezdnym materiałem ;-) – pewnie coś by się jeszcze znalazło! Trudno opisać te rzeczy, trzeba je zobaczyć. Co ciekawe, Ewelina lubi awangardową zabawę formą, choć zdecydowała się też na przykład uszyć dla naszej wspólnej koleżanki Heleny suknię ślubną! Jak widać, Ewelina jest bardzo elastyczna ;-).

32 sekundy o Ewelinie:
Zmienia kolor włosów co trzy tygodnie – miała już niebieskie, różowe, fioletowe i białe. Obraca się w sztuce – lubi ją. Jest teraz w fazie robienia sobie tatuaży – prawa ręka jest już prawie zapełniona owadami. Następne miejsca – łydki, klatka? Jej mąż przypomina z wyglądu i zachowania budę – i jest megawporzo. Jej dwie przyjaciółki – Kasia P. i Ewelina Z. – gdy mają białe, krótkie włosy, wyglądają, jakby były siostrami. Ewelina często wyjeżdża do Szkocji – tego jej bardzo zazdroszczę. Ma marzenie spotykać niezliczoną ilość ludzi z pasją. W sobie – chciałabym zmienić większość rzeczy. A w środowisku… chce aby ludzie mniej przejmowali się tym, co ktoś o nich powie.

Tak się złożyło, że Ewelina zrobiła nam zdjęcia do spektaklu „Murzyni”. Zdjęcia są w galerii poniżej. Oczywiście na spektakl zapraszam! Najbliższe pokazy 23, 24, 28 i 29 kwietnia w teatrze PWST w Krk!

Za kostiumy i scenografię odpowiedzialna była Karolina Mazur
Reżyseria „Murzynów”: Paweł Świątek

Dostałem zapytanie skąd udało się załatwić majtki w ryby tropikalne do mojego kostiumu, odpowiadając ciekawskim – bielizna jest z Mr Gugu & Miss Go!

Galeria:

 

MALE MODEL SCENE – Fresh Face | Tomasz Chrapusta by Eliza Stegienka

MALE MODEL SCENE – Fresh Face | Tomasz Chrapusta by Eliza Stegienka

No… co tu dużo pisać. Zrobiliśmy zdjęcia z Elizą, a Eliza wysłała jej do Male Model Scene, a oni je opublikowali :]. Kto nie wie co to za portal już wyjaśniam. Male Model Scene – to strona w której są publikowane najfajniejsze sesje z męskimi modelami, zarówno niekomercyjne jak i sesje z gazet czy kampanii modowych. Proszę oglądać!

Fotograf: Eliza Stegienka
Make up i stylizacja: Ilona Gmochowska
Asystentka: Karolina Chmielewska
Wsparcie – Studio Sensi: www.studiosensi.pl

Link do MALE MODEL SCENE:
www.malemodelscene.net

Galeria – Cezarego Stoleckiego | „SAMOBÓJCA”

Galeria – Cezarego Stoleckiego | „SAMOBÓJCA”

19 grudnia – dzień premiery mojego spektaklu dyplomowego „Samobójca” w reżyserii Jerzego Treli wyprodukowanego przez Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Krakowie. Chciałbym podziękować wszystkim, którzy pomagali przy tworzeniu sztuki, a był to całkiem spory zespół, ale w tym dniu szczególnie mojej siostrze – Ewelinie Chrapusta, która koordynowała produkcją i bez której nasza droga byłaby o wiele bardziej kręta, Mateuszowi Michalczykowi, który wykonał dla nas nietuzinkowy plakat i program. Nie mogę w podziękowaniu pominąć fotografa – Cezarego Stoleckiego.

Właśnie w tym wyjątkowym dniu chce opublikować jego przepiękne zdjęcia, które zawierają całą duszę spektaklu. Teraz nie będę pisał o przedstawieniu, ale nadrobię to wkrótce, już w styczniu gramy następne spektakle! Zapraszam do obejrzenia galerii!

Rozmowa. Marcel Borowiec – aktor, model i beatboxer

Rozmowa. Marcel Borowiec – aktor, model i beatboxer

Pisałem jakiś czas temu o aktorach kończących szkoły teatralne. Dzisiaj przedstawiam Wam rozmowę z Marcelem Borowcem, który jest aktorem młodego pokolenia i człowiekiem przedsiębiorczym. Jest na wylocie w szkole teatralnej – kończy pisać pracę magisterską i już go nie ma. Łączy kilka profesji naraz, jest ambitny i ma pomysł na siebie. W tym temacie dowiecie się także o kilku faktach dotyczących PWST Kraków. Przeczytaj i zmotywuj się!

Jaka jest prawda o PWST?

Nasza szkoła, jak każda inna, ma swoje plusy i minusy. Generalnie rzecz biorąc, my, studenci, narzekamy, bo widzimy podstawowe błędy w edukacji, ale łatwo jest błędy wytykać, gorzej z możliwością wprowadzenia nowych rozwiązań bez radykalnych zmian, których nie da się dokonać w krótkim czasie. Jednym z problemów jest brak wymierności naszych postępów w nauce wynikający z natury naszej przyszłej pracy. Głównym problemem jest jednak brak wykształcenia pedagogicznego kadry. Każdy z nas, studentów, jest tak diametralnie różny, że pedagog bez odpowiedniego przygotowania, nawet jeśli ma bardzo dobry pomysł na kształcenie aktorskie, często nie jest w stanie dotrzeć do większości studentów, przy czym winę zwala się wówczas na brak umiejętności studenta.

Wydaje mi się również, że szkoła kuleje ze względu na to, iż pedagodzy sami czują problem w kształceniu i skupiają swoją niepewność na promowaniu jednostek. Wiedzą, że i tak tylko 10% z nas zostanie w zawodzie. Brakuje im również motywacji. Podejmuje się próby tworzenia egzaminów jako spektakli, by przynajmniej tym widocznym efektem pracy budować swoje przekonanie dobrego kształcenia, przy czym większość pedagogów nie ma wykształcenia w pracy jako reżyser poza własnym doświadczeniem. Istotą problemów jest niemożność skupienia się pedagogów na rozwoju warsztatu studentów w podejściu indywidualnym. Wydaje się, że pedagodzy chcą zmieniać studentów, zamiast dawać im po prostu możliwość doświadczania i motywować ich do tego. Oczywiście, są wyjątki, osobiście nie spotkałem się również ze wszystkimi pedagogami, mówię więc o swoich spostrzeżeniach oraz opieram się na opinii moich kolegów z pozostałych grup oraz lat. Na rok przypada jedno lub dwa spotkania z inspirującym aktorem bądź reżyserem, wliczając w to reżyserów studentów, którzy uczą się z nami równolegle, czasami biorąc nas do egzaminów reżyserskich.

Czym się teraz zajmujesz?

Aktorstwo, filmy, głównie role poboczne, ale w ciągu dwóch miesięcy można spodziewać się premiery filmu „LARP”, w którym zagrałem główną rolę. Teatr: „Pływalnia”, reż. K. Lupa, „Utopia” z Teatru Polskiego w Poznaniu. Aktualnie piszę pracę magisterską, żeby móc podjąć szturm na Londyn. Jestem również beatboxerem i przygotowuję się do mistrzostw Polski w tej dziedzinie. Pracujemy nad kawałkami do płyty folkowo-beatboxowej z Katarzyną Adamowicz. Ostatnio współpracowałem z zespołem mojego brata – Wieszczami Niespokojnymi. Do tego dochodzi modeling. Dzięki temu ostatniemu zajęciu zwiedzam świat, jestem tu i tam, poznaję oraz doświadczam, beatboxuję na ulicach Madrytu czy Paryża. Do tego czytam reklamy radiowe/telewizyjne – głos po tacie, mówią. Prowadzę również serwer Nelderim.org poświęcony kultowej grze Ultima Online. Staram się łączyć te rzeczy, czasem bywa ciężko, ale da się wyrobić. Samodyscyplina – ciągle się jej uczę.

Interesuje mnie beatbox – możesz coś więcej powiedzieć na ten temat?

To wydawanie dziwnych dźwięków, które nawarstwiają się w głowie jako muzyka. Beatbox powstał w Stanach. Chłopacy nie mieli kasy na boomboxy, by mieć beat do rapu, zawsze więc był ktoś, kto zapodawał na różne sposoby rytm. Jednym ze sposobów było rytmizowanie głosowe. Na początku były to bardzo proste dźwięki, oddechy, później zwarte głoski, które zaczęły przypominać dźwięki perkusji, jak zwykłe „by” czy „pff”, zwane kickiem oraz werblem. Później dochodziły rzeczy, które zaczęły przerastać wyobraźnię – zaczęto imitować dźwięki instrumentów, kosiarek, ptaków, inspirować się możliwościami wydawania z siebie każdego dźwięku. Dzięki samemu aparatowi mowy można bowiem tworzyć muzykę, nie tylko śpiewać, ale robić podkład, wydawać dźwięki instrumentów, komponować. Sztuka w czystej formie – nawet Michael Jackson używał beatboxu przy komponowaniu swoich utworów. Do tych możliwości dochodzi mikrofon i nagrywanie/loopowanie swojego głosu – można dzięki temu tworzyć covery, używając tylko własnych ust, ale również całe piosenki. Każdy może się tego nauczyć, wymaga to jedynie dużo cierpliwości i samozaparcia w przekraczaniu własnych możliwości, bo wszystkie dźwięki trzeba nauczyć się wytwarzać praktycznie od zera, po czym przez lata doskonalić tę umiejętność. To od regularnego treningu zależy, jak czyste brzmienie się osiągnie, nie mówiąc o trenowaniu improwizacji muzycznej, solowej oraz z innymi beatboxerami czy muzykami.

Jak odnajdujesz się na wylocie w uczelni?

Dziwnie. To takie poczucie nie do opisania, poczucie nieprzywiązania do instytucji, teoretycznie wolności, ale jest jeszcze do napisania praca magisterska, ogarnianie pracy, szukanie możliwości, decydowanie się na to, co będzie się robiło w najbliższym czasie. Ja podjąłem dziwną decyzję, zobaczymy. Jadę do Londynu – mam zamiar spróbować tam swoich sił, we will see : ].

Tak więc wylot – dużo niepewności, dużo możliwości, mam jednak gigantyczne oparcie w kochającej rodzinie i wspaniałej dziewczynie, zatem wierzę, że wszystko, co ma się udać, uda się, a ja tylko temu pomogę. Muszę dopiąć wiele spraw, żeby nie musieć się rozpraszać, domknąć je, a później może coś z tych domkniętych rzeczy się urodzi.

PŁYWALNIA | 6 Festiwal Boska Komedia | Praca z K. LUPĄ

PŁYWALNIA | 6 Festiwal Boska Komedia | Praca z K. LUPĄ

„Pływalnia” jest dla mnie bardzo ważnym przedsięwzięciem, ponieważ reżyser Krystian Lupa był – w moim odczuciu – pierwszym pedagogiem i osobą w środowisku krakowskim, który mnie docenił poprzez zaangażowanie mnie do spektaklu. W tym temacie chciałbym Was zaprosić na spektakl dyplomowy „Pływalnia”, który będzie grany 9 i 10 grudnia o godz. 16:00 podczas Festiwalu Boska Komedia w Krakowie.

Próby do spektaklu były podróżą nieosiągalną wcześniej na szkolnym podwórku. Krystian Lupa pokazał mi drogę, która wprowadziła wiele zmian w moim dalszym rozwoju. Uświadomił mi, że podczas grania spektaklu nie jest ważna jednostka (czyt. aktor), tylko to, co odbiera widz w ogólnym obrazie. W spektaklach Lupy trudno wyróżnić jednego aktora – i to jest jego magia. Dojście do założonego mechanizmu jest dla aktorów bardzo trudne i jak dotąd zdarza się nam dość rzadko. Może to dlatego wszyscy jesteśmy w akcie twórczym? Dopuszczamy do siebie błąd?

O Boskiej Komedii:
Szósta edycja Teatralnego Festiwalu Boska Komedia będzie subiektywnym przeglądem najbardziej reprezentatywnych przedstawień nowego polskiego teatru. Konkurs INFERNO to przede wszystkim wybór najszerzej dyskutowanych spektakli ostatniego sezonu, które oddają temperaturę twórczą i aspiracje polskich artystów teatru. „Pływalnia” będzie grana w PARADISO, czyli w Laboratorium Młodych.
www.boskakomedia.pl

Zadałem pytania zespołowi, większość nawet nie odpisała mi na maila, jedna z osób napisała, że nie ma czasu, z dwie odpisały, że napiszą. Nie ma sensu wnikać dlaczego wyszło to w ten sposób. Wynik jest taki:

Wspomnienie dyplomu? Jak praca z grupą? Jak Lupa – mit? Spotkanie z mistrzem?

Marcel Borowiec:
Interesujące spotkanie, rożnie bywało, grupa niestety niesympatyzująca ze sobą i wymagająca. Niebezpieczeństwo, wieczna walka. Dużo mnie to nauczyło. Ciekawe przebiegi spektaklów, interesujące odkrywanie siebie i swoich nieumiejętności oraz umiejętności, reakcji na stres i reakcji na reakcje innych na stres. Sama praca ciekawa, nie będę oceniał, bo Lupa jest osobą zagadkową, nie wiadomo, co do końca rodzi się w jego głowie, ale jeśli coś się rodzi w jego kondycji aktorskiej – jest oszałamiająco prawdziwe, tego nas uczy. Uwierz, a będzie. Myśl, nie słowo. Słowo jest wtórne, jest przeszłością, a myśl to przyszłość, która staje się teraźniejszością. 

Grupowe problemy. Był to nasz drugi dyplom, praca nad pierwszym została przerwana ze względu na reżysera, więc było to nasze „koło ratunkowe” z K. Lupą. Dochodziło do wielu absurdów, kręcenia nosem, wymagania od innych, ale głównie w relacjach kolega–kolega. Lupa był przy tym i jakby czerpał z tego, co się działo, wg jego myślenia o teatrze – stan, w jakim przychodzisz na próbę czy na spektakl, to stan, którego nie oszukasz, stan twojej postaci również, bo na scenie nie grasz, tylko jesteś. Tym kimś.

Na pewno spotkanie z mistrzem. Interesujące, owocne w doświadczenia, ale nie mam poczucia, że rozwój tego spotkania był przewidziany, zaplanowany. Raczej opierał się w pierwszym etapie na odkrywaniu siebie przed reżyserem, ale i przed samym sobą oraz przed grupą, po czym przeszedł w fazę słuchania omówień, których było w pewnym momencie – mimo że fascynujących – za dużo, brakowało konkretów. Nie było jasnych uwag, były uwagi typu: uwierz, zrób, a nie było uwag typowo aktorskich. Brakowało ćwiczeń, brakowało próbowania detali, było skupienie na wytworzeniu w nas wiary w postacie, a reszta teoretycznie powinna się dziać sama. Czasem, bardzo rzadko, to działa. Powoli uczymy się tej kondycji, o którą chodzi Krystianowi. Dobrej kondycji, przynajmniej dla takiego teatru, który pozwala uwolnić się z poczucia obowiązku wobec widza, obowiązku wobec reżysera i – przede wszystkim – obowiązku wobec siebie. Wszystko, co się zdarza, jest prawdą, nie ukrywamy nic, nie uciekamy od tego, chyba że odbiega to totalnie od instalacji, rozwoju spektaklu. Ale na pewno jest w tej konstrukcji wolność, szansa na poczucie się swobodnie jako ten człowiek, którego nie gramy, a którym jesteśmy.

Paweł Peterman:
Na pewno będę zawsze pamiętał naszą pracę i pana Lupę. Wrażenie po spotkaniu z Krystianem Lupą – czuję, że dał nam cząstkę swojej wiedzy, ale także otworzył nowe obszary. Praca z grupą jedna z lepszych w przeciągu 4 lat.

W trakcie prób do „Pływalni” pomagali nam Magdalena Kupryjanowicz, Łukasz Korcz, Hubert Sulima, który był z nami na każdym spektaklu. Chciałbym tu wyróżnić Magdę Kut, która zrobiła dla nas scenografię – opuszczony basen – a nie została umieszczona nawet na plakacie. Cała praca przypadła Łukaszowi, który skupiał się bardziej na produkcji spektaklu i pomagał w reżyserii. Tak, niestety, działa nasza szkoła PWST Kraków. Dlatego na moim blogu chciałbym oficjalnie napisać: Scenografia – Magdalena Kut.

Zdjęcia promocyjne z „Pływalni”, Eweliny Konior Słowińskiej: