Wpisy w kategorii: 'Ludzie'

Rozmowa. Kim Lee. Drag Queen.

Rozmowa. Kim Lee. Drag Queen.

Tomasz Chrapusta: Kiedy zaczęła się twoja przygoda z drag queen?
Kim Lee: Trzynaście lat temu. Pod koniec 2002 roku. Początki były dość niewinne. Żyłem jak wszyscy inni: studiowałem, pracowałem. Przed tym zanim stałem się draq queen nic na ten temat nie wiedziałem. Raz, całkiem przypadkiem zobaczyłem występ w jakimś klubie gejowskim, ale tak z daleka i tyle. Ja, jako drag queen zacząłem pojawiać się od imprezy halloweenowej u mojego znajomego. Wygłupiałem się wtedy w jego mieszkaniu przebierając za japonkę, ktoś zrobił mi zdjęcie i wysłał do klubu, i to się spodobało. Chcieli, żebym wystąpił, więc się zgodziłem. Ale początki niebyły łatwe.

Pewnie było ci też trudniej, dlatego, że nie jesteś Polakiem.
Jestem pół wietnamczykiem, pół koreańczykiem. Przyjechałem tutaj na studia z Wietnamu w latach 90. Myślę, że był to taki okres, w którym odczuwano problem z racji mojego pochodzenia. Zdarzało się, że spotykałem się z jakimiś rasistowskimi uwagami czy wyzwiskami, ale nie było tego aż tak dużo.

To jak właściwie przyjęli cię Polacy?
Dobrze. Na początku przez sześć lat mieszkałem w akademiku z Polakami i to był bardzo fajny okres. Nie miałem żadnych problemów. Ale zdarzało się, że czasami na ulicy ktoś wyzwał mnie od żółtków.

Teraz też zdarzają się takie rzeczy?
Pewnie, że tak, ale już coraz mniej. To może wynikać z tego, że poruszam się własnym samochodem i nie mam okazji spotykać ludzi, którzy nie tolerują osób takich jak ja. Ostatnio miałem takie zdarzenie, że zaczepił mnie jakiś facet, mówiąc, że źle zaparkowałem. Uderzył w samochód, a potem zaczął mnie wyzywać. Coś mu odpowiedziałem, ale doszedłem do wniosku, że nie ma sensu wchodzić z nim w dyskusje. Nie wygrałbym.

Czyli nadal, po tylu latach przebywania w Polsce, zdarzają się jakieś uwagi na twój temat.
Nie jest aż tak źle. Przeważnie dzieje się to albo z zazdrości, że jako obcokrajowiec przyjechałem do Waszego kraju się dorobić i zabrać Polakom miejsce pracy. Albo z takiej frustracji, ale to robią głównie faceci, dlatego, że ja na przykład mam pracę, samochód a oni nie. Nikt nie widzi tego, że ja się staram.

Skąd pomysł na twój pseudonim?
Ten pseudonim wymyśliłem pięć minut przed moim pierwszym występem w klubie. Szczerze, to nie miałem na niego żadnego pomysłu. Ale, żeby nie było, to imię ma sens, oznacza mały kwiat agawy.

Ile czasu zajmuje takie przeobrażenie się w drag queen?
Jak się śpieszę to godzinę (śmiech), a jak nie to półtorej do dwóch. Ale mówimy tutaj wyłącznie o makijażu, bo ubranie muszę przygotowywać dużo wcześniej. Samo malowanie twarzy jest bardzo czasochłonne, dlatego, że muszę zmienić swój wygląd na bardzo kobiecy.

Gdzie uczyłeś się malować?
Sam, na zasadach prób i błędów. Oglądałem także kobiece magazyny – czytałem je z wielką uwagą (śmiech). Nie robiłem żadnych kursów, bo one są przeznaczone dla „normalnych” kobiet. Niestety nie ma kursów dla drag queen.

Jak już zacząłeś występować, jako draq queen to, w jaki sposób znajdowałeś miejsca, w których mogłeś wystąpić?
Właściwie środowisko drack queen jest bardzo małe. Kluby, w których można występować właściwie wiedzą, kto występuje czy kto zaczyna występować. Teraz trochę się to zmienia, bo zaczynamy pojawiać się nie tylko w klubach gejowskich czy lesfriendly, ale również na imprezach heteryckich.

Gdzie najczęściej można cię spotkać? Gdzie występujesz?
Jako drag queen mogę tak naprawdę występować wszędzie. Ale najczęściej są to kluby gejowskie.

Ale mówimy o klubach wyłącznie w Warszawie?
Nie, nie tylko. Wczoraj na przykład byłem w Poznaniu. Podróżuje po całej Polsce, a czasami zdarza się, że nawet za granicę m.in. do Niemiec czy Belgi.

Czy twoja rodzina wie co robisz?
Nie. I całe szczęście, że ich tutaj nie ma.

A nie miałeś potrzeby, żeby im o tym powiedzieć?
Nie, absolutnie. Po co robić komuś kłopoty.

Boisz się, że źle to odbiorą?
Na pewno będą mnie kochali nadal tak jak robią o teraz, ale chodzi oto, że nie chcę dodawać im zmartwień. Oni tego nie zrozumieją. Będą się martwić, że to jakaś choroba. Dla mnie byłoby lepiej gdybym mógł o tym powiedzieć. Miałbym swobodę w zachowywaniu się swobodnie, ale wiem, że rodzina przeżyłaby to boleśnie. Uważam, że to nie ma sensu.

Skoro rodzina nic na ten temat nie wie, to nie miałeś oporów, żeby zacząć występować? Przecież ktoś ze znajomych może cię zobaczyć?
Po pierwsze sam najpierw musiałem oswoić się z tym, że występuje, jako drag queen. A dopiero potem z tym, że pewnego dnia ktoś z moich znajomych się o tym dowie. Ale udało mi się i nie ma żadnych oporów przed występowaniem, jako Kim Lee.

Twoi znajomi nie rozpoznają cię w Internecie?
W Internecie mam tylko profil Kim Lee i wyłącznie tak działam. Nie pokazuje się, jako Andy, co bardzo utrudnia moje rozpoznanie. Jeśli znajomi mnie poznają to na pewno nie od razu. Nawet mój były chłopak mnie nie poznał. Jak się dowiedział, że występuje, jako drag queen to wylał na mnie piwo. Nie zrozumiał tego i w końcu rozeszliśmy się.

Powiedziałeś, że nie musisz być Kim Lee, bo to jest twoja druga osobowość, z którą się utożsamiasz.
Tak, to prawda. Nawet znajomi mi mówią, że jak ja się przebieram to moje zachowanie i sposób bycia zmienia się automatycznie. Nie myślę o tym jak powinienem się zachowywać, tylko to robię i to przychodzi mi jakoś naturalnie.

Jeśli nie chcesz, nie musisz odpowiadać. Ale zaryzykuję i zapytam, jesteś gejem?
Jestem pół na pół, biseksualny. Ale nie było łatwo to zaakceptować, bo nie miałem nikogo, kto mógłby mi to wytłumaczyć. Przez wiele lat, takie ukrywanie się było męczarnią.

Czy twoja orientacja ułatwia ci zmiany w drag queen?
Tak, bo jeśli facet jest heterykiem to nie będzie przecież siedział i szył swojego stroju po kilka godzin dziennie (śmiech).

Jak podchodzisz do swojej drugiej osobowości?
Ja podchodzę do tego tak, że jestem aktorem jednego spektaklu, który swoją rolę gra bardzo długo. Ona może się zmieniać, ale wciąż jest to jedna i ta sama rola Kim Lee.

Podsumowując: jesteś Wietnamczykiem. Jesteś biseksualny. Jesteś drag queenem. I żyjesz w Polsce, w kraju dość konserwatywnym – niestety, ale taka jest prawda – masz potrójnie przerąbane. Choć pewnie, dla pewnych grup jesteś też „zjawiskiem” bardzo pięknym.

Tak to prawda, mam przerąbane. Powinienem stać się jakimś pomnikiem tolerancji (śmiech).

Opracowanie rozmowy: Agnieszka Kobroń
Fot. Paweł Rybałtowski (miniatura)

Kim Lee, performer drag queen i boyleski, postać wykreowana przez Andy’ego Nguyena, urodzonego w Ha-noi (Wietnam), od lat 90-tych na stałe zamieszkującego w Warszawie i posiadającego polskie obywatelstwo. Kim Lee zadebiutowała na scenie 1 listopada 2002 roku (Halloween), od tego czasu nieprzerwanie występuje w klubach Warszawy oraz całej Polski. Regularnie współpracuje z organizacjami równościowymi, angażuje się w akcje społeczne, prowadzi imprezy okolicznościowe, urodziny, andrzejki, benefisy, imprezy charytatywne itp. (żródło: www.homopedia.pl)

PORADNIK – Łódź miastem kontrastów

PORADNIK – Łódź miastem kontrastów

Brudne ulice ustawione do siebie prostopadle i równolegle. Przy nich ciemne jaskinie.

Często zdarza się spotkać w nich stado zwierząt – towarzyszy im agresja, nierzadko spotęgowana napojem alkoholowym. Nie wiadomo, czy lepiej spotkać samców czy samice. Samiec może uszkodzić człowieka fizycznie.

Samice za to prędzej uszkodzą człowieka psychicznie.
Jak tu przejść obojętnie… Może przebrać się za zwierza?

Ludzie w Łodzi (generalizując) nie znają topografii miasta – przynajmniej ośrodków związanych z kulturą. Trudno dowiedzieć się czegokolwiek – warto mieć telefon z Internetem.

W nocy na Piotrkowskiej robi się tłoczno – jest to jedyna ulica w mieście, przy której toczy się nocne życie. Innymi słowy rynek w centrum miasta lub po prostu centrum miasta. Trzeba uważać, ponieważ występuje tu równouprawnienie „bycia”. Co to znaczy? Na Piotrkowskiej spotkasz zwierzę i człowieka. Mamy tu ogólnie pojęty miks ludzi i zwierząt. Zwierzęta nie chowają się już w wiejskich dyskotekach na krawędziach świata – żyją w centrum. Im dalej od świateł Piotrkowskiej, tym częściej ludzie chodzą ukosami, unikając kontaktu ze strony zwierząt – oczywiście robią to ze strachu…

Jaka jest Łódź? Myślę, że bardzo przedsiębiorcza i designerska. Patrząc na nią z lotu ptaka, można by uznać, że wszystkie jej braki wśród zaplanowanych bardzo nowoczesnych przedsięwzięć architektonicznych – Manufaktura czy EC1 (jeszcze nie odebrana) – są zaplanowane. Ten wszechobecny brud dodaje Łodzi designu. Sztukę czuć w mieście – jest na murach i w konceptach, liczni ludzie mają ją w sercach.
Niestety ukrywają się w taksówkach…

Grafikę sprezentował nam Bartek Trojanowski.
Zapraszam na jego stronę: www.bttrojanowski.com

 

Tokarz – człowiek anonimowy. 85 lat.

Tokarz – człowiek anonimowy. 85 lat.

Wprowadzenie.
Tokarz – człowiek anonimowy. 85 lat.  Dobrze wychowany – zbiera drobne.  Mieszka w Krakowie. Dobry – z pozoru?