Wpisy w kategorii: 'Lifestyle'

Nasz Charlie i program „Przygarnij mnie”

Nasz Charlie i program „Przygarnij mnie”

Jeszcze nie tak dawno temu zaczęliśmy żyć z czteronożnym przyjacielem. Od tego czasu każdy kolejny dzień jest uzupełniany o dodatkową radość. Nie wiem czy każdy właściciel psa dostaje tyle miłości od swojego towarzysza ile my od naszego. Ale to jest „coś” co dodaje do naszego życia wiele uśmiechu. Czasami jest to głupia mina czy nieporadna chęć przytulenia – tych rzeczy jest mnóstwo! Nie, ja nie oszalałem, tylko doznałem wielu cudownych emocji od naszego psiaka. Długo się zastanawialiśmy czy zdecydujemy się na adopcje i czy w ogóle przystąpimy do „show z misją”. Mieliśmy wiele obaw! Nie wiedzieliśmy czy w naszym aktorskim życiu możemy podjąć się tej odpowiedzialności jakim jest wychowanie psa , czy będziemy w stanie poświęcić nowemu przyjacielowi odpowiednią ilości czasu, spacerów i uwagi. Oczywiście martwiliśmy się o miejsce, bo nie mamy dużego domu z ogrodem tylko 33 m2 mieszkanie… Klamka zapadła i co? I da się wszystko połączyć! Była to jedna z ważnych decyzji, które podejmuje się w życiu. I mogę śmiało powiedzieć, że się nie pomyliliśmy!
Charlie (2)Program „Przygarnij mnie” na TVP2 w którym wzięliśmy udział wspólnie z Moniką Mazur miał bardzo szczytny cel – zachęcał do adopcji bezdomnych psów ze schronisk. W towarzystwie Magdy Steczkowskiej, Ewy Szykulskiej, Mariusza Pudzianowskiego, Bartosza Obuchowicza, chłopaków z zespołu Neo zobowiązaliśmy się do przygarnięcia psiaka –  Charliego!

A tu w takim skrócie nasze „wyczyny” z Charlim podczas programu.

 

Sesja zdjęciowa | Cudowna Antonina Dolani – fotograf!

Sesja zdjęciowa | Cudowna Antonina Dolani – fotograf!

Pewnego dnia spotkaliśmy się z Antoniną Dolani i pomyśleliśmy, że musimy zorganizować wspólną sesję zdjęciową! Zrobiliśmy szybką burzę mózgów i odezwaliśmy się do New Balance – przystąpili do akcji!

Antonina zaprosiła Wojtka Szymańskiego, który zajął się stylizacjami i Vike May – odpowiedzialną za make up i włosy. Efekty możecie zobaczyć poniżej!

Był to dla nas bardzo twórczy i pozytywny dzień! Z Antoniną, Wojtkiem i Viką pracowało się cudownie. Wszystkim życzę takich spotkań w pracy i tak profesjonalnych ekip!

 

Produkcja:  PiX Productions
Aktor / Model: Tomasz Chrapusta
Zdjęcia: Antonina Dolani
Make up / Hair: Vika May
Stylizacje: Wojciech Szymański

PANDAMITO – torby z papieru, czyli akcesoria z logiem Pandy!

PANDAMITO – torby z papieru, czyli akcesoria z logiem Pandy!

Jak bardzo mogą być fajne torby z wodoodpornego papieru? Bardzo!
Ania Ciupryk i Ania Słowińska to moje koleżanki z Krakowa, które wpadły na pomysł robienia toreb i akcesoriów z nowatorskiego materiału woven paper! 
Jest to prawdziwy szary papier impregnowany polipropylenem, dzięki czemu torby mają udźwig nawet do 25 kg. Czyli w sumie sporo! Torby udźwigną wszystkie niezbędne rzeczy do wędrówki po miejskiej dżungli.

Co się stanie gdy sama torba Ci się znudzi?
Oddaj się swojej wyobraźni i stwórz indywidualną tylko w swoim rodzaju! Wymień pasek. Napisz swoje motywacyjne myśli czy narysuj ulubione logo. Podklej , naklej co tylko chcesz!

Dwie Anie od początku do końca wszystko robią same – projektują, wybierają dodatki, fotografują i zajmują się promocją. Good point!
Inspirujmy się takimi ludźmi!

www.pandamito.com

Jeżeli macie ochotę zrobić sobie prezent lub najbliższej osobie na Święta to stacjonarnie możecie znaleźć torby w:

Kraków: Rzeczy Same, IDEA FIX, Przymierzalnia Komis i Butik, FORUM MODY
Warszawa: La galerie Parisienne, Pole Wyobraźni
Łódź: Magazyn Wysoki
Berlin: NO WÓDKA

 

Cortina D’Ampezzo – włoski ośrodek narciarski | wyprawa z New Balance

Cortina D’Ampezzo – włoski ośrodek narciarski | wyprawa z New Balance

I znowu byłem we Włoszech, w Królowej Dolomitów – Cortinie D’Ampezzo!

Cortina to jeden z najstarszych ośrodków narciarskich we Włoszech. Już około 1850 roku powstały tu pierwsze hotele, a mieszkańcy Wenecji i Werony przyjeżdżali tu na tak zwane nartowanie. W regionie jest bardzo świeże powietrze, dlatego też już w drugiej połowie XIX wieku zaczęto tu budować sanatorium dla astmatyków i osób cierpiących na choroby dróg oddechowych.

Cortina D’Ampezzo jest bardzo malowniczą i klimatyczną mieściną. Podobnie jak to ma miejsce w Zakopanem, miasto jest otulone wysokimi szczytami sięgającymi tu nawet 3000 m n.p.m. W Cortinie znajduje się kolejka górska, którą można wyjechać prosto na stoki, w samym sercu miasta jest piękny kościół i deptak ze sklepami i restauracjami – takie włoskie Krupówki, choć przewyższające stylem te zakopiańskie.

Dolomity to wielkie, ociosane, szarobrązowe skały. W zachodzącym słońcu promienieją pięknem i swą dostojnością, w śnieżycy stają się mroczne. Z Lagazuoi (2800 m n.p.m.) można to dostrzec w pełni – widok ze szczytu jest zniewalający. Zniewalająco są także moje nowe buty New Balance 710! Może to głupie, ale gdy je dostałem nie mogłem się na nie napatrzeć… Kolory bardzo dobrze się ze sobą łączą, a materiały są wysokiej jakości. Podeszwa ma fajną fakturę, która super łączy się z całym butem. Wygląd oczywiście nie jest najważniejszy! Te buty są wygodne! Po całym dniu jazdy miło było wskoczyć w miękkie buty, nogi mogły się zregenerować. Podsumowując nie zauważyłem żadnych wad, jak na razie same plusy. New Balance zwiedzają ze mną świat! Poniżej zdjęcie z moją przyjaciółką Nany, która się obraża się nam mnie jeśli nie zje czegoś dobrego ;).

Cortina z NB

Wracając do okolic Cortiny. W tym rejonie nie ma jednej wielkiej stacji narciarskiej – są mniejsze porozrzucane po okolicy – można więc pojechać do Misuriny, Rio Gere, Auronzo, Bai de Dones, Colfiere i Socrepes. Oczywiście kursuje tu Ski Bus, więc nie ma problemu z podróżowaniem. Busem czy nie – i tak pozostaje nam uprawianie Ski Safari. Infrastruktura wyciągów nie jest najnowocześniejsza, ale spełnia swoją funkcję – są tu wyciągi nowsze i starsze, niektóre gondolki przypominają te z Kasprowego (chodzi mi tu o tą starszą). Lubię ten klimat, więc jeśli o mnie chodzi, nic a nic mi to nie przeszkadza. Stoki – jak to u Włochów – zawsze przygotowane!

7 lat pasji – motocross | POŻEGNANIE

7 lat pasji – motocross | POŻEGNANIE

Po 7 latach żegnam się z motocrossem, z pasją i z wolnością.

Zacząłem jeździć na motorze typu cross w wieku 16 lat. Oczywiście już wcześniej miałem do czynienia z motorami – Romet Kadet, Romet Ogar, a następnie Aprilla RX80 to były bardzo małe motorki, które otworzyły mi drogę do off roadu. Jak wyglądały początki? Najpierw ja zaraziłem mojego przyjaciela pasją do motocyklów, a następnie On – Michał Gancorz – zaraził mnie pasją do motocrossu i enduro (dla nieznających tematu – dwie różne dyscypliny; w motocrossie jeździ się na specjalnie przygotowanym torze z przeszkodami typu skoki, bandy, dropy, whopsy; w enduro jedzie się z punktu A do B w terenie, np. w górach itp.). Przez te 7 lat trzykrotnie zmieniałem motor, a w tej chwili jestem na etapie sprzedaży tego ostatniego. Zawsze byłem wierny jednej marce (Yamaha), chyba po prostu tak wyszło. Gdy wspólnie z Michałem zaczynaliśmy, byliśmy tak zdeterminowani, że jeździliśmy nawet zimą, ubrani w zimowe kurtki i polary. To była nasza pasja, chcieliśmy się rozwijać i jeździć coraz szybciej – nie myślało się wtedy o niebezpieczeństwie. Teraz zmieniło się myślenie, głowa już na wszystko nie pozwala, zaczęły się kalkulacje… To chyba normalne w pewnym wieku ;)

Mieliśmy przez ten czas tyle niesamowitych przygód, że można by napisać o nich książkę, choć wydaje mi się, że nie miałaby dużej sprzedaży ze względu na zawężoną grupę odbiorców – dzieci i wnuki ;). Działo się sporo, na różnych poziomach, ten sport był wklejony w nasz okres dojrzewania, odcisnął nad nim swoje piętno. Sprawił, że mieliśmy się gdzie wyżyć i wyszaleć…

Teraz nadszedł koniec pewnego etapu. Trudno przełknąć tę gorzką ślinkę… Niestety wybrakowany czas i finanse wzięły górę. Może w przyszłości będzie moment powrotu? Zobaczymy. W tym momencie zostają wspaniałe wspomnienia – poczucie adrenaliny w żyłach połączone z nieocenioną wolnością!

Processed with VSCOcam with t1 presetMXProcessed with VSCOcam with t1 presetProcessed with VSCOcam with t1 presetProcessed with VSCOcam with t1 preset

Jak zrobić idealne selfie?

Jak zrobić idealne selfie?

Gdy siedziałem na jednym z pokazów podczas Fashion Week w Łodzi, zaskoczyła mnie sytuacja pewnej bezradności młodych dziewczyn, które miały spory problem ze zrobieniem sobie zdjęcia z ręki. Problem był na tyle poważny, że poprosiły o pomoc dziewczynę z obsługi. Nie wiem tylko, dlaczego dały jej aż trzy iPhone’y zamiast jednego, skoro mogłyby później przesłać wykonane przez nią zdjęcie między sobą. Nie wiem, czy ten przykład świadczy o braku zręczności tych dziewczyny, czy może raczej o ich nie za wysokim ilorazie inteligencji.

Jak zrobić idealne selfie?

Hm… pytanie zastanawiające. Pierwsza myśl, która mi się nasuwa: Czy jest coś takiego jak idealne selfie? Przecież to po prostu zdjęcie. Brzmi to, jakbyśmy pytali: Jak zrobić idealne zdjęcie z wakacji? Na to nie ma przepisu. Trzeba posiadać wiedzę i mieć poczucie estetyki. Proszę mi więc powiedzieć, czy nie lepiej zadać pytanie:

Jak poznać zasady fotografii, aby selfie było lepsze?

Natrafiłem na poradnik w magazynie ELLE:
Zazdrościsz modelkom perfekcyjnych ujęć z ręki? Poznaj nasze triki i zrób idealne selfie!
Do kogo oni kierują swoje treści? Brzmi to absurdalnie. Na Facebooku ELLE Polska ma 117 026 fanów.

Celebrytki kochają robić sobie selfie! Nie ma chyba gwiazdy czy modelki, która nie miałaby takiego zdjęcia na swoim Instagramie. Najsławniejsze ujęcia „z ręki” mają: Miranda Kerr, Karlie Kloss, Rosie Huntington-Whiteley i Anja Rubik.

Może gwiazdy mają swoich trenerów od robienia sobie selfie, tak samo jak chodzą ze swoimi wizażystami i stylistami? Jest na to rynek w Polsce? Może ktoś zorganizuje warsztaty?

ELLE przedstawia 7 punktów, aby selfie było lepsze – nie będę ich tu streszczał ani przedstawiał, choć jeden punkt swoją niebywałą bezmyślnością bez wątpienia na to zasługuje.
5. Strike a pose! Czyli wymyśl swoją „autorską” pozę. Większość z nas w takich sytuacjach robi słynny „dziubek”, tak jak Rosie Huntington-Whiteley. Jeśli nie czujesz się z tym OK, znajdź swój charakterystyczny gest. Może zawadiacko unieś brew?
Spróbowałem swoich sił. ELLE, dzięki za poradnik. Dziewczyny z Fashion Week koniecznie muszą go przeczytać.

Kochani, myślicie, że udało mi się zrobić idealne selfie?
Selfie

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Grafikę sprezentował nam Bartek Trojanowski.
Zapraszam na jego stronę: www.bttrojanowski.com

Ludzie – Paszczury | Cortina D’Ampezzo

Ludzie – Paszczury | Cortina D’Ampezzo

Do przeczytania tego tekstu konieczne jest zaznajomienie się z postem „Cortina – włoski ośrodek narciarski | klimatyczne miasteczko„. Tylko wtedy odczujesz kontrast.

Mój pobyt we Włoszech był wyjazdem zarobkowym. Marzyłbym oczywiście, aby czas spędzony w Cortinie był związany z aktorstwem – niestety tak nie było. Nie zagrałem w międzynarodowej produkcji, nie szukałem szczęścia we włoskim przemyśle filmowym, nie stałem krok od wielkiej kariery – po prostu tak jak to robię od kilku lat, uczyłem jazdy na nartach. Jestem instruktorem narciarstwa PZN SITN. Nie będę kokietował, lubię jeździć na nartach, tak samo jak lubię uprawiać sporty ekstremalne… Kocham adrenalinę, a zarówno w aktorstwie, jak i w sporcie potężny „kick” jest na porządku dziennym!

Mój wpis będzie o zachowaniu ludzi, którzy mają zorganizowany i opłacony wyjazd – w tym przypadku narciarski – przez korporacje. W świecie turystyki takich Kowalskich nazywa się paszczurami. Właśnie z takimi paszczurami miałem do czynienia. Oczywiście, nie wszystkie osoby biorące udział w tego typu wyjazdach są z tego gatunku – część z nich to kulturalni i dobrze wychowani? ludzie. Chciałbym zaznaczyć, że nazywanie ludzi paszczurami nie powinno ich obrażać – potrzebny jest dystans. Jest to raczej forma zabawowa, która oddaje charakter klasycznego paszczura. Wiadomo, paszczur paszczurowi nierówny. Nie chcę tu nikogo obrazić, ponieważ – moim zdaniem – nie występuje stuprocentowy paszczur, ba, w każdym z nas odzywają się czasem cechy takiego człowieka. Te cechy są zwykle wrodzone i tylko od nas zależy, czy potrafimy okiełznać tego zwierza, tak aby ukradkiem nie wyszła nam słoma z butów. Klasyczny paszczur jest głośny, chce się bawić, wierzy, że mu się należy, dlatego jest nieznośny. Paszczur-samiec jest zwolniony ze smyczy, z dala od żony i dzieci. Uwielbia słowa piosenki:

„Będzie! Będzie zabawa! 
Będzie się działo!
I znowu nocy będzie mało.
Będzie głośno, będzie radośnie
Znów przetańczymy razem całą noc.”

„Najczęściej piję i piję – piję za dużo”. Myślę, że moja obserwacja rzeczywistości ociera się o świat wykreowany przez Smarzowskiego w „Pod Mocnym Aniołem”. Zdarzyło się, że Kowalski przez cztery dni najdalej poszedł na parter hotelu do sali restauracyjnej (w tym przypadku w piąty, czyli ostatni, dzień zjechał busem pod stok). To bardzo ciekawe, jak niewiele szczęścia ludzie potrzebują do udanego wypoczynku. Zbliżanie się do paszczura doskonałego nie jest uzależnione od kasy, różnią się tylko zachowania takich ludzi. Ci, którzy mają, wiedzą, że ich stać, więc mogą więcej niż ci „biedniejsi”, natomiast ci mniej majętni chcą rządzić, są bardziej wyszczekani, rzucają się na to, co jest „za dara”. My, Polacy, musimy nauczyć się bawić, tak aby się bawić, tylko żeby nie pozostawiać za sobą ścieżki siana… Niestety każdemu z nas się to zdarza.

Ludzie mieszkający w Cortina D’Ampezzo:

Grafikę sprezentował nam Bartek Trojanowski.
Zapraszam na jego stronę: www.bttrojanowski.com

QL Film Festival – brak relacji, jedynie projekcja nagrodzonego filmu „Polska za 20 lat”

QL Film Festival – brak relacji, jedynie projekcja nagrodzonego filmu „Polska za 20 lat”

W tym przejściowym okresie – wrzucam coś na poprawę humoru :]. Na początku listopada wybrałem się do Zabrza na QL Festival, aby sprawdzić co młodzi filmowcy mają do zaproponowania. Relacji nie zrobiłem i nie zrobię – z braku czasu, choć polecam przybycie na festiwal za rok (w sumie już za pół roku). Wybrałem jeden film, którym chciałbym się z Wami podzielić. Taki, który idealnie wkomponował się w otaczająca nas rzeczywistość. A morał z niego taki…”Jak sobie pościelisz, to masz …a jak nie, to nie masz” Nic dodać nic ująć – zobaczyć!

Film zdobył specjalne wyróżnienie poza kategoriami „Polska za 20 lat” – Adrian Łapczyński

Złote Tarasy – niepodległe

Złote Tarasy – niepodległe

Miasto, w którym panuje wszechobecny smród – niemożliwe, by przejść przez Warszawę, nie czując nieprzyjemnych zapachów. Tramwaj. Metro. Tunel. WC w Multikinie. Hala główna dworca – śmierdzi fizjologicznie. Mam wrażenie, że samym centrum tego śmierdzącego miasta są Złote Tarasy. Nie podoba mi się. Tak się złożyło, że byłem w Warszawie, a dokładniej w okolicach Złotych Tarasów, 11 listopada. Galeria męczy jak każda inna, po paru minutach człowiek jest wykończony klimatyzacją, hałasem i tłumem. Czekałem – musiałem czekać – około 7 godzin. Przez ten czas zaliczyłem między innymi kino, Multikino – jakżeby inaczej. Zwiedziłem różne kina w różnych miastach, ale warszawskie kino naprawdę wywarło na mnie wrażenie. Za bilet zapłaciłem słono – bilet studencki kosztował 23 złote (2D) – ale pomyślałem: STOLICA zobowiązuję. Zastanawiałem się tylko, dlaczego płacąc za film, dostaję w gratisie 40 minut reklam (w tym 10 minut zwiastunów). Zastanawiające, prawda? Nie podoba mi się. Centrum warszawskiego konsumpcjonizmu jest miejscem spotkań ludzi – odbywają się tu spotkania biznesowe, rozrywkowe, towarzyskie. W mojej ocenie te ostatnie przeważają. Galerianowie. Najbardziej zastanawiają mnie małe grupki mężczyzn. Zazwyczaj są to mniejszości narodowe. Stoją, gadają – prezentują się? Tego nie wiem. Miks ludzi z różnych środowisk spędzających czas pod „złotym” dachem – bez celu. Szwendają się, paplają, nie robiąc nic pożytecznego… Może jedynie popadają w pewną iluzję komercyjnego szczęścia. Nie podoba mi się. Moja obecność w stolicy podczas Święta Niepodległości przekonała mnie o tym, w jak dużym stopniu wypełnia społeczeństwo ciemnota. Tego dnia widziałem wiele ludzkich twarzy. 11 listopada w okolicach galerii i Dworca Centralnego przewijali się ludzie, którzy mieli wymalowany na twarzach opór – chcieli zaistnieć, wybierając najbardziej prymitywne środki. Nie chcę patrzeć na to powierzchownie, ale przeraża mnie sposób myślenia takich ludzi. Czy opis jest konieczny? Pełna strachu twarz, która przeraża innych ludzi, twarz, która nadaje jeden komunikat: Wyjebać ci? Może tacy ludzie są pogubieni? Nie działa u nich jeden z procesorów? Są tak wychowani? Kierują się prawem zwierząt? Nie podoba mi się.

Złote Tarasy, jak i cała Warszawa, są miejscem kontrastu. Chciałbym, aby to miasto było w całości tak inspirujące jak piosenki z płyty Stanisławy Celińskiej „Nowa Warszawa”.

Grafikę sprezentował nam Bartek Trojanowski.
Zapraszam na jego stronę: www.bttrojanowski.com

IV rok aktorstwa – co dalej?

IV rok aktorstwa – co dalej?

Czas ochronnego balonu się kończy – zaczyna się okres niepewności i spotkania z rzeczywistością. Tak jednym zdaniem można opisać sytuację, w jakiej znajduje się student IV roku szkoły teatralnej. Gdy rozpoczynałem studia w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Krakowie, byłem zafascynowany. Każdy kolejny dzień był bogaty w doświadczenia, każdy był inny. Szkoła była miejscem zabawy, rozwoju i spotkań. Fakt, czasami bywało ciężko – zajęcia i próby na okrągło od rana do nocy, nierzadko siedem dni w tygodniu, walka z własnymi blokadami, ale się chciało. Głód rozwoju nie pozwalał na odpoczynek. Ambicja bycia lepszym nie chciała odpuścić. Czas zleciał bardzo szybko – mam poczucie, że kilka tygodni temu przyszedłem na pierwsze zajęcia. Postęp? Wydaje się, że był przez te lata ogromny – człowiek na pewno dojrzał, ale z drugiej strony wie, ile jeszcze przed nim nauki. Koniec szkoły to dopiero pierwszy przystanek. Ale co dalej? Teraz muszę wziąć udział w dwóch spektaklach dyplomowych i napisać magisterkę. Zajęć – nie licząc seminarium magisterskiego – w zasadzie nie mam. Szukać pracy? Jakiej? Większość castingów filmowych odbywa się w Warszawie, a w teatrach bardzo rzadko potrzebują dodatkowych osób do zespołu. Wiadomo – zdarzają się wyjątki! Ostatnio podczas warsztatów spotkałem Xawerego Żuławskiego, który powiedział:

„…aktor musi grać – gdziekolwiek, ale grać, w shicie, ale grać i dać się poznać. Musi być zdeterminowany”.

To jest naprawdę dobre podejście – gorzej, jeśli chcesz grać, a nie grasz. Co roku szkoły teatralne kończy ponad 100 osób, nie mówiąc o niepublicznych studiach. Dla wszystkich nie starczy pracy, skoro wiemy, że każdego roku robi się w Polsce 30 filmów fabularnych, a w teatrach nie zwalniają aktorów (grają zazwyczaj do emerytury czy śmierci). Kilka osób z roku zrobi karierę, reszta będzie „gdzieś” pracowała – nie wiadomo, w jakim zawodzie. Po szkole aktorzy pracują najczęściej jako barmani i kelnerzy. Jest to zatem jeden z najbardziej udupiających zawodów – czasami musisz po prostu odpuścić swoją pasję. W trakcie studiów nie myślało się o tym. Teraz trzeba – pracować, rozwijać się i ćwiczyć. Być dobrej myśli!

Grafikę sprezentował nam Bartek Trojanowski.
Zapraszam na jego stronę: www.bttrojanowski.com