Wpisy w kategorii: 'Film'

NAT| short film – prawdziwa historia z serii G-COMMUNITY | PiX Productions

NAT| short film – prawdziwa historia z serii G-COMMUNITY | PiX Productions

To już trzeci film wyprodukowany i wyreżyserowany dla G-SHOCK!  Nasza inicjatywa PiX Productions cały czas się rozwija i 2 października odbyła się premiera trzeciego filmu z serii G-COMMUNITY . AKIN – FLISU  – a teraz NAT!

Poznajcie Nat – jedną z najlepszych longboardzistek w Polsce. Jeździ dance i skleja tłuste triki! Nat to energia, pasja i szczerość w tym co robi. Tam gdzie jeździ, liczy się tylko longboard i ludzie – to jest cały jej świat! Rusza przed siebie i zaraża optymizmem. W video zobaczycie dziewczynę, która mówi o swojej przemianie, determinacji w dążeniu do upragnionego celu – o byciu bezbłędnym w tym, czym się zajmuje. Włączcie film, a przekonacie się kim naprawdę jest Natalia Kowerda – bohaterka trzeciego filmu z serii G-COMMUNITY.

G-COMMUNITY został zrealizowany dla G-SHOCK, gdzie prezentowane są historie zwyczajnych ludzi, którzy robią nadzwyczajne rzeczy, zarażając niesamowitą wytrwałością i przyciągającą uwagę energią.

Reżyseria/Producent: Tomasz Chrapusta
Kierownictwo Produkcji: Ewelina Chrapusta
Zdjęcia: Cezary Stolecki
Scenariusz: Izabela Aleksandrowicz
Montaż: Magdalena Chowańska
Dźwięk:  Jakub Wypler
Oprawa Graficzna: Bartosz Trojanowski
Postprodukcja Dźwięku: Jakub Wypler
Asystent Produkcji: Monika Mazur
Muzyka: ERR BITS and eMpatic
Tłumaczenie: Aleksander Ochman
Fotosy: Mikolaj Garlak
PR: Rita Pater

I fotki z planu. Koniecznie zobacz jak to wyglądało w szerszym planie!

 

FLISU| film krótkometrażowy – prawdziwa historia |PiX Productions

FLISU| film krótkometrażowy – prawdziwa historia |PiX Productions

Pamiętacie film AKIN? To był pierwszy film, który wyprodukowałem i wyreżyserowałem dla firmy CASIO G-SHOCK (wodoodporne i super wytrzymałe zegarki). Nasza inicjatywa PiX Productions cały czas się rozwija i 27 lutego odbyła się premiera drugiego filmu z serii G-COMMUNITY – FLISU.

O co chodzi w tej serii?
G-SHOCK COMMUNITY jest to cykl w którym są poszukiwani są absolutni mistrzowie i zwyczajni ludzie, robiący nadzwyczajne rzeczy. Seria pokazuje młodych ludzi z pasją, wytrwałością i przyciągającą uwagę energią. Był AKIN, teraz FLISU i już szykujemy się do następnego bohatera, ale z tą informacją muszę jeszcze poczekać.

Nowym bohaterem jest Karol Flis, który wyczynowo jeździ na hulajnodze… Tak na hulajnodze – robiąc niesamowite triki! Ten sport jest naprawdę widowiskowy i jak wszystkie inne sporty ekstremalne dość niebezpieczny. Karol osiągnął tytuł Mistrza Polski w 2013 roku, rok później go stracił. Czy intensywny trening pomoże w odzyskaniu tytułu? Tego w filmie się nie dowiemy, ale będziemy mogli nieco zbliżyć się do Karola oraz poznać jego środowisko i przyjaciół! Z Flisem spędzamy jeden wyrwany z kalendarza dzień – stajemy się obserwatorami sportowca ekstremalnego w jego naturalnym środowisku.

Reżyseria/Producent: Tomasz Chrapusta
Szef Produkcji: Ewelina Chrapusta
Scenariusz: Izabela Aleksandrowicz
Zdjęcia: Cezary Stolecki
Montaż: Magdalena Chowańska
Kierownictwo Produkcji: Ewelina Chrapusta
II Kierownik Produkcji: Katarzyna Korda
Dźwięk: Jakub Wypler
Muzyka: PLN Beatz | Dubsknit
Postprodukcja Dźwięku: Jakub Wypler
Oprawa Graficzna: Mateusz Michalczyk
Tłumaczenie: Alex Ochman

Praca nad filmem trwała kilka miesięcy. Zdjęcia odbyły się jesienią, ale te produkcje są dość wymagające i wymagają czasu. Tylko dzięki zaangażowanej i oddanej ekipie udało się uzyskać wysoką jakość filmu. Niektóre nazwiska możecie kojarzyć z poprzedniej produkcji, ale pojawili się nowi profesjonaliści, którzy podkręcają poziom. Wszystkim jeszcze raz dziękuję! Oczywiście FLISU różni się od AKINA, ponieważ mamy inną, młodszą osobę. Każdy następny film będzie wprowadzał nowy świat, który jest odzwierciedleniem bohatera… I to właśnie jest seria G-COMMUNITY!

AKIN | film krótkometrażowy – prawdziwa historia

AKIN | film krótkometrażowy – prawdziwa historia

Prawie dwa tygodnie temu odbyła się w Rzeszowie premiera filmu AKIN – wyprodukowanego dla Casio G-Shock. Film stworzyło PiX Productions – grupa niezależnych filmowców, stworzona z mojej inicjatywy. Chciałbym dzisiaj opublikować film na blogu. Film opowiada o Akinie – Maćku Beresiu, rzeszowianinie, który odnalazł swoją drogę w życiu i próbuję się w niej realizować…

Dla zainteresowanych dodaję do dzisiejszego tematu rozszerzoną wersję scenariusza, dzięki której będziecie mogli dowiedzieć się o wiele więcej o tytułowym Akinie.

O wiele dłuższa wersja scenariusza (tylko off), która nie mogła wejść z powodu ograniczenia czasowego. Warto przeczytać, ponieważ są tu fragmenty, które są ważne, a nie zostały pokazane w żadnej części filmu.

Moje środowisko jest środowiskiem zwierzęcym. Lubię tych ludzi. Kocham tych ludzi. Najłatwiej jest ludzi oceniać poprzez wygląd. Mnie też oceniają…
(PAUZA)
Mam teraz dwadzieścia… dwadzieścia… Jezu, ile ja mam lat… Dwadzieścia sześć czy dwadzieścia siedem… (śmiech) Nie mam stałej pracy, nie mam stałych obowiązków. Nie wiem co będzie za godzinę, nie wiem co będzie za dwie, nie wiem co będzie jutro o szesnastej. Nie wiem czy długo tak pociągnę, bo nie wiem czy to jest lekki sposób na całe życie, chociaż dużo osób tak chyba żyje teraz i są szczęśliwi, więc myślę, że jak się mocno postaram to i ja będę mocno szczęśliwy.

Całe życie. Na Osiedlu Gwardzistów. Teraz Nowe Kmity. Osiedle zespołu piłkarskiego Resovia Rzeszów. Biało-czerwone barwy. (śmiech) To było moje życie sprzed deskorolki.
(PAUZA)
Kiedyś byłem bardzo nieśmiałą osobą i ciężko mi było złapać kontakt z ludźmi. Takie rzeczy jak tatuaże czy pewien styl życia budują jakąś tam pewność siebie. Otwierają cię do ludzi. Zacząłem zauważać inne rzeczy. Klimaty, ludzie, sytuacje, podróże. To wszystko zbudowało to kim teraz jestem. Wiadomo. Za pięć lat kolejne sytuacje mogą mnie zmienić na innego człowieka i za pięć lat może się okazać, że będę chodził w garniturze pod krawatem. Nie wiesz co będzie jutro. Można, można, wszystko można. Jak się chce to można wszystko, co tylko zapragniesz. Możesz być kim chcesz, gdzie chcesz i co chcesz.
(PAUZA)
Wolność. Czuję się wolny. Czuję się beztrosko. Nie ma nic innego dookoła. Liczy się tylko kawałek drewna pod moimi nogami.

Nie do końca potrafię odpowiedzieć na pytanie dlaczego robię tatuaż. Najprostsze: podoba mi się to. Lubię kolejny obrazek na sobie, lubię historię, która się ciągnie za każdym obrazkiem: czy to jest spontan czy to jest przemyślane czy to jest niewiadomo skąd. Druga opcja jest taka, że nie chcę wyglądać jak wszyscy, a to mi daje totalną indywidualność i lubię się wyróżniać w ten sposób wśród innych ludzi, bo taka jest prawda, że większość ludzi… Większość… 95 % procent osób, które znam nigdy w życiu nie pozwoliłoby sobie na to co ja zrobiłem, czyli wytatuować twarz, dłonie, szyję… Jest to takim jeszcze tematem tabu u nas. I to, że ja mam te części ciała wytatuowane nie znaczy, że jestem gorszy czy zły czy coś. No i też takie moje spełnianie się, takie odkrywanie trochę. Poza tym ból, który idzie za tatuowaniem jest czasami karmą dla mnie. Lubię położyć się, żeby nakurwiało mnie najgorzej. Wtedy mam czas na przemyślenie wszystkich złych rzeczy, co zrobiłem wcześniej. I ten ból sprawia, że trochę oczyszcza mi głowę.
(PAUZA)
Ból oczyszcza podczas tatuowania. Tak samo jest na deskorolce. Nie ma sportów ekstremalnych bez bólu. Bez złamań, bez skręceń, bez niczego. Ale jest to piękne. Bo zrobisz sobie tę krzywdę, wyliżesz się z tych ran i wiesz jak zrobić kolejny krok, żeby było lepiej, żeby ci to już wyszło. Gdyby nie było bólu, nie byłoby to takie satysfakcjonujące.
(PAUZA)
Później twój mózg buduje jakąś blokadę, że mówi, nie, nie rób tego ziom. Ale właśnie o to chodzi. Żeby umieć przełamać tę blokadę strachu w twojej głowie. Doprowadzić do takiej pewności siebie, że tak, ja jestem w stanie to zrobić. Mimo bólu upadku to wstanę i zrobię to. To jest tylko ból. To jest chwilowe. A satysfakcja jest tysiąc razy mocniejsza niż ten ból. Sprawia większą radość niż cierpienie.

Jestem idealistą. Wierzę, że jest gdzieś kobieta dla mnie stworzona, ja dla niej i że będę super szczęśliwy, wielka miłość, ble ble ble ble ble. Wierzę w to bardzo mocno, ale… Amm… Kobiety. Ciężki temat. Kocham je i nienawidzę. Chyba jak każdy mężczyzna tak naprawdę. Co do mnie akurat to w moim życiu ich było wiele, bardzo wiele. Większość to było przypadkowych, głupich sytuacji, które lubiłem wykorzystywać i które łatwo mi było wykorzystywać. Ale w końcu też nauczyłem się docenianie bycia z jedną osobą i skupianie się na jednej osobie, i budowanie relacji z jedną osobą.

Nie wiem co znaczy prawdziwy przyjaciel. Czy mam przyjaciół. Mam, mam. Czy mam jedną związaną osobą jak najbliżej siebie. Poszukam. To znaczy jak już szukam to znaczy, że nie mam. Nie mam takiej osoby. Nie, nie mam.

Chciałbym mieć werandę. Wyjść se na golasa, napić się kawy i nie mieć nikogo dookoła siebie. I to chyba jest najlepsze. Czy jestem szczęśliwy… W aktualnym stanie… No… Chyba… Jestem.

 

Urodziny bloga | PiX Productions | ROZLICZENIE

Urodziny bloga | PiX Productions | ROZLICZENIE

Rok temu powstał blog. Pisałem, że moim marzeniem jest powołanie do życia platformy, na której ludzie mogliby się nawzajem inspirować. Czy to się udało?

Czym jest sukces blogowy?
Niektórzy powiedzą, że sukcesem blogowym jest posiadanie 20 000 unikalnych użytkowników lub tym, że dostaje się pieniądze za blogowanie. Dla mnie synonimem sukcesu jest osiągnięcie konkretnego stanu emocjonalnego – satysfakcji. Po roku blogowania mogę śmiało powiedzieć, że to się udało. Nie mam 20 000 unikalnych użytkowników, ale dzięki blogowi udało mi się nawiązać współpracę z młodymi, bardzo kreatywnymi ludźmi, którzy zainspirowali mnie do różnych działań.

W urodziny blogu chciałbym podziękować wszystkim, którzy mi pomogli: Maciek Rzepecki, Bartek Trojanowski, Adrian Kilar, Mateusz Michalczyk, Rita Pater.

Aby nie rzucać słów na wiatr… Z działań blogowych powstała inicjatywa działań filmowych – PiX Productions. Jest to grupa niezależnych filmowców, która wyznacza nowy standard w tworzeniu krótkometrażowych filmów lub reklam formatu YouTube/Vimeo. Naszym pierwszym projektem jest film AKIN.

AKIN jest filmem, który opiera się na prawdzie… Nie kreowaliśmy rzeczywistości, tylko staraliśmy się ją zamknąć w klamrę, aby uwidocznić to, co najważniejsze. Czas nie był naszym sprzymierzeńcem, historia musiała się bowiem zamknąć w kilku minutach. Nasz sposób narracji musiał migawkowo pokazać, kim jest Akin – pomagał nam w tym poetycki obraz…

Akin to człowiek. Człowiek buntu. Człowiek, którego ciało jest pokryte w osiemdziesięciu procentach tatuażami. Człowiek pełny pasji – skateboarder. Jest przeciwko. Szuka własnej drogi i tożsamości. Żyjena krawędzi.
AKIN to krótkometrażowy film, który w kilka minut stara się odkryć, co ukrywa się za pseudonimem Akin.

Kim jest | O czym myśli | Co kryje się za barierą tatuaży | Co go kręci | Gdzie żyje |
Na te pytania odpowie nam ten obraz…

Akin 9Akin 5Akin 2

Akin 6Akin 3Akin 11

„Until The Quiet Comes” | Film krótkometrażowy

„Until The Quiet Comes” | Film krótkometrażowy

Po raz kolejny zdarza mi się wrzucić krótki metraż wyszukany w sieci… ostatnio wrzuciłem holenderski film Sevilla opowiadający o trójce przyjaciół, którzy  wyruszają na spontaniczną wycieczkę do Hiszpanii – ta podróż zmienia ich na całe życie. Tym razem przenosimy się na przedmieścia Los Angeles. Film Until The Quiet Comes wyreżyserowany przez Kahlil’a Joseph’a mocno na nas oddziałowywuje przez bardzo plastyczny obraz – ciekawie po koloryzowany, łączący dokumentalną narrację z wytworzonymi nierealnymi, poetyckimi wydarzeniami. Mocny.

Film dostał się do oficjalnej selekcji na festiwalu Sundance. Kręcony na taśmie 35mm.

„Idą za mną kłopoty” | film krótkometrażowy

„Idą za mną kłopoty” | film krótkometrażowy

„Idą za mną kłopoty” to spontaniczne laboratorium filmowe nagrane podczas jednej próby. Improwizacja została sfilmowana podczas niegranego już spektaklu „Pływalnia” w reżyserii Krystiana Lupy. Montażu podjął się Adrian Kilar, z którym od niedawna współpracuję, wyciągając z kilkunastu minut najważniejsze tematy i sklejając je w jeden krótki film.

Postać, z którą się zjednoczyłem, była połączeniem operatora porno z „Pływalni” i młodego mężczyzny spotkanego na Dworcu Centralnym. Tekst, choć improwizowany, jest autentyczną wypowiedzią tego człowieka.

Bardzo proszę o opinie i komentarze na każdym polu „eksploatacji” filmu ;).

Sevilla – jeden moment może zmienić wszystko | film krótkometrażowy

Sevilla – jeden moment może zmienić wszystko | film krótkometrażowy

Jest to ciekawe, jak w sieci przez przypadek można znaleźć wartościowe treści. Sevilla to holenderski krótkometrażowy film, który opowiada o trójce przyjaciół. Razem wyruszają na spontaniczną wycieczkę do Hiszpanii – ta podróż zmienia ich na całe życie.

Ten film mnie zaskoczył i dotknął. Nie będę więcej pisał.

Wywiad ze Smarzowskim | „Pod Mocnym Aniołem” | MAGAZYN

Wywiad ze Smarzowskim | „Pod Mocnym Aniołem” | MAGAZYN

Cortina, 17.01.2014
17 stycznia była premiera „Pod Mocnym Aniołem” w reżyserii Wojciecha Smarzowskiego. Niestety nie będę mógł w najbliższym czasie zobaczyć filmu (jestem daleko poza granicami Polski, tam gdzie sypie śnieg – 1755 m n.p.m., a słońce świeci tylko w sierpniu). Myślałem, żeby przygotować małe „coś” na to jakże ciekawe wydarzenie kulturalne – niestety strefy czasowe mi na to nie pozwalają ;). Z pomocą przyszedł – MAGAZYN. Czy szykuję się nowa współpraca? ;)

Ps. A kto mnie wypatrzy w filmie przybije mu wysoką piątkę!

W POSZUKIWANIU PRZEPITEGO CZASU
O tym, „jak pogodzić głębię pijanej duszy z płycizną pijanego ciała”. A także jak sfilmować prozę Pilcha, czy na planie można wychylić za kołnierz, jak piją Polacy oraz dlaczego film „Pod Mocnym Aniołem” opowiada nie tylko o alkoholu, ale przede wszystkim o samotności i nieciągłości czasu. To wszystko (a nawet więcej!) w rozmowie MAGAZYNU z Wojciechem Smarzowskim.

(…)

MAGAZYN: Z Pana filmów wyłania się dość przygnębiający obraz Polaków. Zwłaszcza pijanych Polaków, kiedy pod wpływem alkoholu ujawniają się nasze najgorsze cechy, stajemy się wulgarni, agresywni, chwytamy za siekierę. Jednak czy wszyscy pijemy tak samo?

Wojciech Smarzowski: Inaczej piło się za czasów późnego Gierka, wczesnego Jaruzelskiego. Wówczas piło się jednakowo od poniedziałku do niedzieli. Natomiast teraz jest trochę inaczej. Boimy się, że możemy stracić pracę. Wyrównujemy piwem w niedzielę, w poniedziałek mamy lekkiego kaca, we wtorek i środę jest w miarę ok. Potem możemy pozwolić sobie na pierwszą „lufę”, a w piątek to już jest niezła zabawa. W sobotę jest kulminacja, a w niedzielę znów leczymy się piwem, żeby w poniedziałek pójść do pracy. Zmienia się charakter tego picia, inny króluje format butelek, ale ilość spożywanego alkoholu chyba pozostaje taka sama.

Jaką rolę w Pana życiu pełni alkohol?
Generalnie służy poprawie samopoczucia (śmiech).

Co nie jest takie oczywiste, jeśli mielibyśmy odwoływać się tylko i wyłącznie do Pana filmów. Czy „Pod Mocnym Aniołem” miał pełnić funkcję ostrzegawczą?
Być może dla niektórych tak. Po obejrzeniu „Anioła” każdy powinien zastanowić się, jaki jest jego stosunek do alkoholu. Zdaję sobie też sprawę z tego, że esteci albo abstynenci będą mieli z tym filmem trudniej. Jednak są też tacy, na nieszczęście jest ich więcej, którzy może będą mieli łatwiej, i których ten film poruszy.

Sytuacje, w których znaleźli się bohaterowie, były niezwykle naturalistyczne, odegrane w nadzwyczaj przekonujący sposób. Czy ekipa pracująca na planie była trzeźwa?
Kręcenie każdej pojedynczej sceny wymaga bardzo wielu ustawień. Chodzi o powtarzalność efektu, dlatego oni muszą to grać na trzeźwo. Inaczej nigdy bym tej sceny nie zmontował. Prawdopodobnie na Białorusi są takie eksperymenty, gdzie w jednym dublu wchodzi cała scena, ale my pracowaliśmy w trochę inny sposób.

Domyślam się jednak, że poza planem zdarza się Panu korzystać z jednego z najstarszych wynalazków ludzkości, jakim jest alkohol. Jak Pan sobie radzi z kacem?
No cóż, ja nie mam kaca. To też może być niebezpieczne.

Co z kacem moralnym?
Jeszcze bardziej niebezpieczny.

Czytaj całą rozmowę na: www.mgzn.pl

QL Niezależny Festiwal – notka

QL Niezależny Festiwal – notka

Choć nie można go nazwać filmowym zagłębiem Polski, to właśnie w Zabrzu od 7 do 9 listopada będę się przyglądał temu, co „młodzi twórcy” wymyślili w ostatnim czasie. Dostałem niedawno zaproszenie do wzięcia udziału w I edycji Niezależnego Festiwalu Filmowego QL, co cieszy mnie tym bardziej, że odbędzie się on na Śląsku. Ciekawi mnie, czy tego typu impreza przyjmie się właśnie tutaj – ale kto wie?!

Sam program festiwalu wydaje się dość interesujący. Obok takich obrazów jak „Piąta pora roku” (z rolami Mariana Dziędziela i Ewy Wiśniewskiej) czy „Rewers” będę miał okazję zobaczyć kilka nowych propozycji filmowych – choćby „Wybrańca”, nikomu jeszcze nieznanego reżysera – wszystko jednak przed nim – Michała Węgrzyna. Podobno jest to film o samotności, poszukiwaniu własnej tożsamości i konsekwencjach pochopnych decyzji. Z kolei inny reżyser – Krzysztof Komander – przedstawia rzeczywistość, w której brak jasnych zasad. Niezrozumiałe, zawiłe i ciężkie – takie są „Zasady gry w życie”.

Podczas festiwalu będę także oglądał filmy konkursowe, które są teraz w trakcie selekcji. Czy były dobre i czy warto było zainwestować w te trzy dni – przekonam się już niebawem i niezwłocznie Was o tym poinformuję.

Odwiedźcie koniecznie stronę QL, możecie tam zobaczyć harmonogram festiwalu i zaczerpnąć więcej informacji: www.qlfestival.pl

Iza Igel – producentka „Płynących Wieżowców”

Iza Igel – producentka „Płynących Wieżowców”

Z filmem „Płynące Wieżowce”  jestem związany osobiście z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że poznałem osoby, które ten film tworzyły, a po drugie – byłem na planie i obserwowałem jak ten akt twórczy wyglądał w rzeczywistości. Filmu jeszcze nie widziałem, ale wiem, że ta historia dotknie tematu, który wciąż jeszcze w naszym kraju zahacza o kontrowersje.

Film wyreżyserował Tomasz Wasilewski . W rolach głównych zobaczymy Mateusza Banasiuka, Bartka Gelnera oraz Martę Nieradkiewicz. Obraz opowiada o dojrzewaniu, poszukiwaniu własnej tożsamości oraz akceptacji siebie i innych. Zdobył nagrody m.in. Kryształowy Glob na MFF w Karlowych Warach 2013 oraz bardzo dobre recenzje na innych międzynarodowych festiwalach.

W tym krótkim opisie ja i jak myślę większość osób rozmawiających o filmie pominęliśmy jedną ważną funkcję, bez której produkcja filmu nie miałaby prawa bytu. Mam na myśli producenta i to właśnie na nim chciałbym się skupić w tym materiale. O Tomku Wasilewskim i o aktorach nie będę dzisiaj pisał. Jeśli jesteś ciekawy- zapraszam do odwiedzenia wujka Google –  jest tam spory materiał o ich pracy i osiągnięciach.

W polskim kinie producent jest pomijany (może oprócz zamkniętego filmowego środowiska). Nie wiem z czego się to bierze, ale moje krótkie spotkania z producentkami, podkreślam-  z producentkami, kończyły się z mojej strony wypiekami na twarzy i z wizją końca kariery aktorskiej. Nie będąc  na planie dłużej niż kilka dni zdjęciowych, czyli nie mając pierwszo- lub drugoplanowej roli, nie poznasz składu całej ekipy, a co za tym idzie – nie jesteś w stanie rozpoznać czy dana osoba jest producentem, kierownikiem planu czy może scenografem.  Łatwo więc  o niezręczną pomyłkę  taką jak ta :

– … ja tu gram
– Chyba nosisz piwo ?!
– No… chyba tak. A pani też tu gra?
– Nie. Jestem producentem.

Być może właśnie tego typu sytuacje są przyczyną kompleksów producentów, których poznałem. A przecież są to osoby odpowiedzialne za powstanie całego projektu. Bez nich reżyser nie mógłby przenieść swoich wizji na ekran.  Mój stosunek do producentów odczarowała Iza Igel, która wraz z Romanem Jaroszem była odpowiedzialna za powstanie niezależnego filmu „Płynące Wieżowce”. Z mojej strony to tyle. O swoich początkach z filmem i o pracy nad „Płynącymi Wieżowcami” opowie nam  w szczerym tekście Iza.

Koniec lat 90. Noc. Plener.

Kilkoro przyjaciół zakopuje butelkę czerwonego wina wraz z listami do nich samych za 10 lat. Ponieważ procedurę poprzedziła degustacja zakopywanego trunku, atmosfera jest dość luźna.

Fade to black.

Dziesięć lat później. To samo miejsce. Ci sami ludzie + rodziny, dzieci, psy. Impreza rozrosła się do corocznego pikniku w połowie lata. Są nawet koncerty. Ta impreza jest szczególna – grupa matek i ojców – założycieli event’u, wykopuje pierwsze wino. Rozpoczynają kopanie – po trzydziestu minutach okazuje się, że na głębokości metra skrzynki nie ma. Rozpoczyna się kolejne odmierzanie, pół metra na zachód i 70 cm na północ, nadal nic. W końcu jest – zapadła się na kolejne pół metra…

Otwieramy wino – nie jest zepsute – to już sukces. Ale nawet do Rioja mu daleko… Rozwijamy liściki – nieco zmurszałe, ale mój zachował się całkiem nieźle. Na kartce w kratkę centralnie – jedno zdanie:

„Za 10 lat chcę robić filmy i pracować z Lwem Rywinem”

Już wtedy wiedziałam, że z Lwem przestrzeliłam o parę lat…
Nie studiowałam w szkole filmowej. Ani w Łodzi, ani w Katowicach. Ani nawet we Wrocławiu, choć słyszałam, ze już można. Studiowałam ekonomię w Poznaniu, ale już w trakcie studiów wiedziałam, że w banku pracować nie będę. Już po trzecim roku, kiedy – zupełnym przypadkiem – znalazłam się na planie reklamy (sic), atmosfera planu uwiodła mnie całkowicie. Spotkałam wspaniałych ludzi – Sławka Pasternaka i Jurka Janickiego (Grafitti Film), którzy wykopali mnie z powrotem do Poznania z nakazem powrotu po studiach. Wróciłam. I zaczęłam u nich pracę. Dość przewrotnie zaczęłam z punktu, który większość upatrywała jako szczyt marzeń. Jednak po dwóch latach z reklamą frustracja wygrała. Rzuciłam wszystko, by po dwóch miesiącach wylądować po drugiej stronie ulicy Dominikańskiej, gdzie siedzibę miał Endemol. I tu miałam szczęście pracować przy historycznym wydarzeniu, jakim dla telewizji był Big Brother… Po szaleństwach młodości i pracy na planie po kilkadziesiąt godzin postanowiłam „odpocząć” w dystrybucji – poznając tym samym od kuchni ostatnią fazę życia produktu, do jakiego sprowadza się Film.

Po kilku latach stabilizacji zaczęło jednak ciągnąć wilka do lasu. Wspólnie z Romanem Jaroszem założyliśmy firmę Alter Ego Pictures z zamiarem produkowania niezależnych filmów. Szybciutko jednak okazało się, że nie łatwo się wystartować, a zwłaszcza w tym biznesie. Z pierwszym projektem polegliśmy, zanim zebraliśmy się dobrze do lotu, ale postanowiliśmy się nie poddawać. I właśnie wtedy pojawił się u nas Tomek Wasilewski ze scenariuszem „Płynących Wieżowców”. Świeżo po sukcesie „W sypialni” – filmu, który był dla mnie absolutnym odkryciem. Fakt, ze taki film powstał w Polsce, praktycznie bez budżetu, a wyglądał jak pełnokrwista europejska produkcja – był olśnieniem. Natychmiast weszłam w ten projekt po uszy. Postanowiliśmy, że wyprodukujemy ten Film „no matter what”. Zdawaliśmy sobie sprawę, że nie będzie łatwo znaleźć pieniądze na film, który już dwa razy nie został zrobiony. Zaczęliśmy kompletować budżet, a ponieważ determinacja była ogromna – również obsadę :]. Szukaliśmy młodych aktorów, studentów szkół aktorskich – przeczesaliśmy wszystkie uczelnie, szukaliśmy wśród kontaktów na facebooku i na casting – a w zasadzie nawet zdjęcia próbne zaprosiliśmy kilkudziesięciu młodych aktorów. Pamiętam że Bartek Gelner przyszedł ostatniego dnia, a wychodząc minął się z Mateuszem Banasiukiem. Przywitali się serdecznie – okazało się, że się kumplują. I kiedy ich razem zobaczyłam, obiecałam Bartkowi, że podwiozę go choćby do Wrocławia, byle tylko został i spróbował z Mateuszem. Na szczęście wystarczyło podwiezienie na Mokotowską w Warszawie…

Kiedy jest się producentem filmu niezależnego, wiele rzeczy robi się samemu. Dzięki temu jest taniej – co zawłaszcza w początkowym okresie jest kluczowe… Ale też dzięki temu wiele rzeczy jest po prostu możliwe. Bo nikt wynajęty nie będzie miał takiej determinacji jaką mieliśmy przy pracy nad tym filmem. Wiele razy słyszałam – to niemożliwe, nie da rady – a jednak dawało i to często za uśmiech i „dziękuję”. Mimo niedużego budżetu, dzięki zaangażowaniu aktorów odbyliśmy kilka miesięcy prób. Mateusz Banasiuk trenował pływanie 5 dni w tygodniu (przed bankructwem uratowała nas karta Multisport;)). To był komfort, na który często nie może pozwolić sobie wysokobudżetowa produkcja. Pod tym względem byliśmy przygotowani perfekcyjnie. Ale jak przygotować się na zmianę operatora i scenografa na 3 tygodnie przed rozpoczęciem zdjęć? Tu trzeba już improwizować. Ale i to się udało, a Kuba Kijowski i Jacek Czechowski wnieśli do filmu nową energię i wielki talent.

Według napisów końcowych jestem Producentem. Ale to określenie ciągle bardziej pasuje do Lwa Rywina. Mimo tego, że zrobiłam już kolejny film („Basen” w koprodukcji ze Studiem Munka), to mam problem z przedstawieniem się: Iza Igel, Producent. To określenie zobowiązuje, trzeba sobie na nie zasłużyć. Łatwiej mi powiedzieć – robię filmy i robię je z pasją. Bo tak trzeba. Bo inaczej się nie da. Bo – jak mawia mój ulubiony reżyser – ludzie bez pasji to zwierzęta.