Pierwszy raz w życiu udzieliłem wywiadu: „Trzeba mieć backup” | Mike Urbaniak

Pierwszy raz w życiu udzieliłem wywiadu: „Trzeba mieć backup” | Mike Urbaniak

Miałem możliwość spotkania się z Mikiem Urbaniakiem, który przeprowadził ze mną wywiad – mój pierwszy w życiu. Ukazał się on na blogu Mike’a – „Pan od kultury”. Rozmawiamy o teatrze, PWST, Szczurach, Mai Kleczewskiej i innych moich aktywnościach. Zapraszam!

Jak samopoczucie przed debiutem?
 Jest moc! Znakomita praca i fajna przygoda, choć są też oczywiście obawy, jak ludzie to przyjmą, szczególnie ci najbliżsi. Wielu nie umie oddzielić tego, co jest teatrem, od tego, co jest rzeczywistością. Utożsamiają aktora z wygłaszanymi ze sceny słowami, a to niekoniecznie musi się zgadzać. Kiedy przerabialiśmy na próbach temat „Golgoty Picnic”, zastanawiałem się, czy na przykład moja mama, która jest osobą wierzącą, zrozumie dlaczego mówię to, co mówię. Mój kolega zagrał geja i ojciec go wyklął.

Nie wiedział, że syn jest aktorem?
 Wiedział, ojciec sam jest aktorem, ale mimo wszystko miał z tym problem. W Polsce chyba lepiej zagrać seryjnego mordercę, niż geja lub bluźniercę.

Mówisz, że się obawiasz, ale chyba wiedziałeś, gdzie idziesz?
 Jasne, wiedziałem oczywiście jaki teatr robi Maja Kleczewska, i że idę grać w Teatrze Powszechnym kierowanym przez Pawła Łysaka, a nie w jakimś poślednim teatrzyku z przyjemnym repertuarem.

Ten jest nieprzyjemny?
– Bardzo, ale w dobrym – jeśli można tak powiedzieć – znaczeniu. W Powszechnym od razu rzucono mnie na głęboką wodę i musiałem sobie radzić, ale też z Mają rozmawiam dużo i szczerze. Ona nic nie narzuca, zostawia mnóstwo otwartych drzwi i trzeba samemu zdecydować, przez które chce się przejść. Teatr Kleczewskiej jest oczywiście zawsze bolesny i osobisty, więc musi być poparty własnym doświadczeniem, ale trzeba oddzielić rolę od życia. Jeśli mówię coś ze sceny, nie znaczy, że tak sądzę.

To chyba oczywiste.
 Nie dla wszystkich.

Kiedy Maja Kleczewska zaproponowała ci rolę to się przestraszyłeś?
 Bardzo się ucieszyłem! Będziesz się śmiał, ale kiedy Maja do mnie zadzwoniła z propozycją, najpierw mnie zmroziło, a potem wpadłem w ekstazę!

Dlaczego?
 Bo w jej teatrze jest jakaś prawda, ona wymaga od aktora nieustannej konfrontacji ze sobą, nie ma zmiłuj.

To nie jest wasze pierwsze spotkanie, prawda?
 Nie, pierwsze było dwa lata temu, kiedy mieliśmy robić „Romea i Julię” na PWST w Krakowie. Ze spektaklu nic nie wyszło, ale poczułem, że z Mają można więcej i więcej. Słyszałem, że niektórzy się jej boją, ale naprawdę nie ma czego, bo Maja naprawdę nikogo nie gwałci. Wielokrotnie mając jakieś wątpliwości zasypywałem ją pytaniami, a nasze rozmowy były nieustanną inspiracją. Wiesz, co mnie jeszcze kręci w Mai?

Co takiego?
 Ona nie ma przepisu na spektakl. Nie przychodzi z gotowym i nie rozdziela zadań, tylko wędruje razem z aktorami i na końcu tej wędrówki powstaje to, co oglądają widzowie. Lubię też, że Maja robi teatr, który zakłada porażkę w imię artystycznych poszukiwań.

Czyli nie bałeś się, że będzie „mokro i czerwono”, a ty będziesz od razu rozebrany?
– Gdybym się bał, to bym grzecznie podziękował. A poza tym to jakieś bzdury są, to demonizowanie teatru Kleczewskiej. Jestem młodym aktorem po szkole teatralnej i jakoś nie czuję się wykorzystywany do niecnych celów.

Może dlatego, że jesteś trochę świrem? Takie przynajmniej odnoszę wrażenie.
– Żaden świr nigdy się nie przyzna, że nim jest. Ja nim może troszkę jestem, tak mnie zawsze postrzegano, a ja po prostu lubię intensywnie poznawać świat i nie lubię metek.
(…)

Dalszy ciąg wywiadu na blogu Mika Urbaniaka

Fot. Antonina Dolani

WP-Backgrounds Lite by InoPlugs Web Design and Juwelier Schönmann 1010 Wien